1 grudnia 2014

REKLAMA !

Blog. 
Relacje męsko-męskie.

Prolog

Cisza.
Czuję, że wszyscy na mnie patrzą.
Poprawiam gestem dłoni grzywkę opadającą na moje mokre czoło.
Uśmiecham się widząc kątem oka zadowolone miny moich przyjaciół.
Wiem, że dobrze się spisałem i ... są ze mnie dumni.
Reflektory oślepiają moją twarz sprawiając, że nic nie widzę.
Lubię to uczucie.
Moje serce bije równo, jak zegarek.
Nie czuję stresu.
Szeroko się uśmiecham i składam pokłon w kierunku bicia blasku światła.
Słyszę brawa uznania.
Wiem, że im się podobało.


Chrząknąłem poprawiając spadające z moich bioder spodnie. Na dworze szalała wichura, niebo błyskało niczym flesz od aparatu, a grzmoty dodawały nastroju grozy. Wyglądałem przez okno mojego pokoju. Ciemną ulicę rozświetlało żółte światło lampy. Na chodniku ujrzałem sylwetkę postaci. Wydała mi się bardzo znajoma. Kiedy zauważyłem, że patrzy w moim kierunku zaciągnąłem powietrze do płuc i schowałem się za zasłoną.

Wiem, że postać mnie widziała. Wiem, że i ona wie, że ja widziałem ją.




C H C E S Z   W I Ę C E J ? K L I K!!!!!!!!!



UWAGA! OPOWIADANIE NIE JEST MOJEGO AUTORSTWA!!!!

23 maja 2014

Epilog


UWAGA! UWAGA! Nietypowy epilog, który może spotkać się z dużą KRYTYKĄ!

____________________________

Opowiadanie pełne wydarzeń - mówią. 

Moje ulubione opowiadanie - mówią. 

Masz talent - mówią.

A jaki był tego wszystkiego cel? Po co to?
Opowiadanie, a żeby było bardziej ściśle - "Fan Fiction". Historia o miłości, zdradzie i zaufaniu. Można wymieniać więcej cech, ale te są najważniejsze i określają całość w czymś małym. 

Ale wracając : "jaki był tego wszystkiego cel?". 

Opowiadanie miało na celu uświadomienie Wam, jak to w życiu bywa. Nie zawsze mamy z górki. Życie nie jest piękne. Są przypadki, kiedy wszyscy się od Ciebie odwracają, dopuszczają do sytuacji, w których masz ochotę zionąć ogniem i odejść. Na chwilę. Na moment. Na dłuższy czas. Na zawsze.

Katniss nie mogła przewidzieć takiego obrotu spraw. Była bardzo dzielna, prawda? Miała dwóch mężczyzn - jeden ją zawiódł, zdradził i pozwolił, aby ją skrzywdzono. Drugi? Pokochała go i wiedziała, że to uczucie nie jest chwilowe.

"Kobieta kocha tylko raz w życiu" - powiedział ktoś kiedyś. Czy tą jedyną osobą jest właśnie Harry?
Od groma pytań, na które nie znamy odpowiedzi. Milion myśli i czasu.
Trzeba walczyć, ale tylko wtedy, kiedy warto walczyć. A czy było warto? Będzie warto? Jest warto?
"Znasz ludzi, którzy idą gdzieś tylko po to, żeby zaraz stamtąd uciec? Taka właśnie jesteś!" - mógł powiedzieć Styles, ale przecież Katniss miała powody by odejść.

A czy Ty nie odeszłabyś? Ja bym rzuciła wszystko w pizdu. Pognała przed siebie w poszukiwaniu szczęścia.

Katniss zrobiła tak, jak zrobiłabym JA.

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ


"(...) na końcu i na początku jest samotność" - JAMAL (DEFTO)

19 maja 2014

Chapter 45 - "Where are you?"

Rozdział pisany w czasie teraźniejszym - oceńcie, czy druga część również ma być w teraźniejszym, czy wolicie abym pozostała na czasie przeszłym, jak dotychczas? :)
Miłego czytania! Do następnego! xoxo
_________________________________________________

Ręce pocą mi się ze stresu. Świadomość ciągle podpowiada mi, że to normalne. Każdy by tak zareagował będąc w tym miejscu i w tym czasie. Każdy, prawda? Wypuszczam powietrze z płuc i przecieram ręką czoło. Furgonetką kieruje Niall. Obok siedzi Louis, zaś z tyłu ja i Liam. Nerwy szarpią moje pokruszone już myśli. Na zewnątrz panuje mrok, totalna ciemność, która opanowała już każdy kąt. Oczami skanuję wszystkie twarze moich towarzyszy. Wydają się być całkiem spokojni. W zasadzie też powinienem taki być. Powinienem udowodnić, że jestem silny i potrafię osiągnąć postawiony sobie cel. Miernie.
- Stary, wyluzuj. - mówi Liam i klepie mnie pocieszająco w ramię. Posyłam mu lekki uśmiech i odwracam głowę spoglądając w niebo posypane jakby wiórkami, które w tym przypadku są gwiazdami. Piękne, dziewicze. Uwielbiam gwiazdy. One jako jedyne są naturalne. W całym stopniu stworzone przez naturę. Nie są sztuczne i oschłe. Zapytasz, dlaczego? Ponieważ nieszcząca ręka brudnego człowieka jeszcze do nich nie dotarła. Nie mogła zniszczyć tego, co mają najcenniejsze.
- Zaraz będziemy, szykujcie się. - mówi Niall i przyśpiesza samochód tak, że nasza prędkość osiąga już prawie 200KM/h. Łapię w dłoń ładunek wybuchowy, którego moim zadaniem jest podłożenie w wyznaczonym miejscu. Będę miał dokładnie pięć sekund na ucieczkę. W momencie wybuchu powinienem być w odpowiedniej odległości, a cały gang tych skurwieli w środku. Biorę jeszcze głębszy oddech, zamach dłoni i z siłą uderzam się w policzek. Chłopaki rzucają mi pytające spojrzenia na co parskam śmiechem.
- To dla rozbudzenia. - mówię w momencie, w którym samochód się zatrzymuje. Liam rozsuwa potężne drzwi by udostępnić mi wyjście.
- Powodzenia - rzuca Niall, kiedy jesteśmy już na zewnątrz.

LIAM'S POV:

Harry wybiega razem z Louis'em z samochodu. Louis odbezpiecza broń i staje w odpowiedniej odległości by ubezpieczyć Harry'ego. Wydaje się dziwnie spokojnie, ale przez zasłonięte żaluzje widać poruszające się sylwetki mężczyzn. W tym przypadku sprawców, którzy stracą życie. Biorę w rękę komputer, który ma władzę nad ładunkiem. W momencie, w którym Harry zniknie za ścianą mam za zadanie odliczyć do pięciu, a następnie wcisnąć guzik. Louis kuca przy wielkim głazie mając cały czas broń w gotowości. Harry wchodzi za ścianę. To musi być szybka akcja. Szybsza niż ktokolwiek może się tego spodziewać.

5

4

3

2

1


Wciskam guzik. Słychać huk. Miliony kawałeczków tryskają w niebo z ogromną siłą. Od samochodu odbijają się pojedyncze odłamki całego budynku, który w tej chwili runął na ziemię. Do samochodu podbiega przestraszony Louis, którego ręce drżą. Otwiera drzwiczki i wsiada do środka. Panika ogarnia całe moje ciało powodując niechciane dreszcze przebiegające wzdłuż mojego ciała. Harry'ego nie ma. Harry'ego Edward'a Styles'a nie ma! Kurwa.
- Chłopaki. - mówię drżącym głosem i spoglądam na nich. Oboje siedzą na przednich siedzeniach. Louis wygląda jakby zobaczył ducha, a Niall twarz ma schowaną w dłoniach. Słyszę pukanie w szybkę obok mnie. Odwracam głowę, a moje oczy napotykają zakurzonego chłopaka, którego zbyt długie loki oklapły na ramiona. Rozsuwam drzwi furgonetki, a Harry dzielnie wkracza do środka.
- To było zajebiste! - prawie krzyczy i klaszcze w dłonie szeroko się uśmiechając. Posyłam mu uśmiech czując, że właśnie jeden odłamek budynku spadł mi z serca. Oczywiście w przenośni.
- Boże, Styles! - jęczy Louis i odwraca się do tyłu by posłać mu lekki uśmiech podczas, gdy Niall odpala maszynę i odjeżdża z piskiem opon.
- Tak, to moje nazwisko. - mówi, zapina pasy i dłońmi gładzi twarz.
- Idiota. - mruczy Louis, czego Harry nie zauważa, bo nawet nie reaguje. Zaskakuje mnie telefon wibrujący w mojej kieszeni. Wyciągam go i palcem wskazującym odbieram połączenie, kiedy na wyświetlaczu wyskakuje imię mulata, którego zadaniem było by pilnował Katniss. Naciskam zieloną słuchawkę i unoszę głośnik do ucha słysząc w nim głośne dyszenie.
- Tak, słucham.
- Liam? Boże, Liam! - krzyczy Malik, a jego oddech jest niespokojny.
- Co się stało? - mówię, a niezrozumiały wzrok Harry'ego ląduje na mojej twarzy.
- Jest kurewsko źle! Przyjedźcie szybko! - wrzeszczy, co powoduje u mnie totalne zawroty głowy. Zazwyczaj to Zayn jest tym wyluzowanym. Teraz natomiast zachowuje się, jak największy panikarz świata.
- Co się stało?! - pytam poważnie i unoszę brwi do góry. Słyszę tylko westchnięcie i połączenie zostaje przerwane. Odrywam telefon od ucha, blokuję ekran i chowam go do kieszeni.
- Co jest? - Harry patrzy na mnie dużymi oczami i nerwowo tupie nogą w podłogę.
- Nie wiem, stary. Coś się stało złego, bo Zayn panikuje. - mówię i pocieram ręką kark patrząc w szybę. - Niall mógłbyś szybciej?

HARRY'S POV:

Jako pierwszy wpadam do mieszkania Liam'a i Skylet. Nie interesuje mnie nawet ściągnięcie butów, tylko szybko brnę do salonu. Zastaję tam blondynkę i Zayn'a, którzy siedzą na sofie. Skylet w kącikach oczu ma łzy, a mulat ma napięte mięśnie w każdej części ciała.
- Gdzie Katniss? - rzucam szybko i podchodzę do nich. Nikt nie odpowiada tylko oboje tępo patrzą przed siebie. - Ej! - warczę, a Skylet podaje mi liścik, który wcześniej mocno trzymała w ręce. Do mieszkania wpada reszta chłopaków, a ja odginam kartkę, która wcześniej była złożona na pół.

Włącz muzykę :
A jak się skończy to włącz to :



Moje Anioły

Zostawiłam Was, paskudnie z mojej strony prawda? Nie zniosę dłużej tego, co dzieje się w moim życiu. Chcę odpocząć. Piszę list głównie do Harry'ego, w którym zakochałam się. Zakochałam się potwornie, absolutnie, bezwzględnie, bezrozumnie, na zawsze. To uczucie się nie zmieni. Będę z Tobą zawsze, kiedy tylko sobie o mnie pomyślisz, obiecuję. Ale teraz biorę na wstrzymanie. Uciekam ...
Najwyższy czas się ogarnąć i zacząć jakoś układać sobie życie. Zabieram ze sobą tylko te dobre wspomnienia. Postaram się zapomnieć o tych złych. Gwałtach, pobiciach, zawodach ... Wiesz jak bardzo Cię pragnęłam? Jak przy każdym najkrótszym spotkaniu chciałam Cię mieć na własność? Jak każde słowo wypowiedziane z Twoich ust tkwiło przez długi czas w mojej podświadomości? Jak chciałam być najlepsza, doskonale dobra dla Ciebie? Spieprzyłeś, dosłownie. Sprawiłeś, że teraz właśnie uciekłam. Czytasz to? Możliwe, że jestem już poza miastem albo nawet poza państwem? Na drugim końcu ziemi. Jak najdalej od Ciebie.
Dziękuję Skylet za możliwość mieszkania u niej i za to, że miałam tą świadomość, że potrafię powiedzieć jej wszystko.
Dziękuję Niall'owi, który zabrał mnie z tej stacji benzynowej. Tęsknie co prawda za Cameron'em - moim współpracownikiem, ale dziękuję.
Dziękuję Liam'owi za to, że tak zadbał o moją przyjaciółkę.
Dziękuję Zayn'owi za to, że jako jedyny był. Zawsze..
Dziękuję Louis'owi za to, że potrafił się przyznać przed samym sobą. Skrzywdził mnie, ale przeprosił, a ja potrafiłam mu wybaczyć.
Dziękuję Harry'emu za .. nie. Mam prośbę raczej : Więcej mnie nie dotykaj.


Łzy spłynęły po moich policzkach. Czułem pustkę ogarniającą mnie. Mózg chce zrobić pauzę, ale to wysuszone serce nadal bije i powstrzymuje mnie od śmierci. Ratuje mnie. Czuję się jak śmieć.
I te słowa :

"Nie Dotykaj" , "Nie Dotykaj" , "Nie Dotykaj" , "Nie Dotykaj" , "Nie Dotykaj" , "Nie Dotykaj" , "Nie Dotykaj"
Na zawsze w moim sercu.



15 maja 2014

Chapter 44

Mozolnie uniosłam swoje powieki do góry napotykając pokój, w którym już wcześniej miałam przyjemność pomieszkać przez jakiś czas. Nic się nie zmieniło, tylko ja. Wszystko stanęło w miejscu, a jedynie moje serce zaczęło bić innym rytmem. Nie jest już beztroskie, tylko uważne. Zachowuje dystans. Uniosłam głowę do góry i ręką zasłoniłam twarz, kiedy promienie słońca podrażniły moje zaspane oczy. Sen dobrze na mnie prosperuje. Jest progres i to jest najważniejsze.
- Jak spałaś? - do pokoju weszła Skylet, która ubrana była w szeroki uśmiech. Zamknęła za sobą drzwi i odgarniając na bok moje nogi usiadła na łóżku. Uniosłam się na łokciach i wzruszyłam ramionami.
- Masz dobry humor, coś się stało? - zapytałam i przechyliłam głowę w bok oczekując od niej odpowiedzi.
- Nie ma Liam'a. - odpowiedziała, wstała i łapiąc za klamkę odwróciła się w moją stronę. - Ubierz się, zjesz śniadanie i pojedziemy do galerii.
- Oszalałaś?! - zapytałam i zmarszczyłam brwi zmieniając pozycję z półleżącej na siedzącą. - Nie mam pieniędzy, aby móc chodzić po sklepach.
- Gadanie. - machnęła ręką i wyszła trzaskając drzwiami. - Masz piętnaście minut! - krzyknęła bodajże z kuchni, bo stamtąd dochodził jej głos. Westchnęłam ciężko i opadłam z powrotem na poduszkę. Uniosłam nadgarstek na wysokość oczu i jęknęłam z niezadowolenia. Blizny ...

***

- Dokąd Ty kobieto mnie wieziesz? - zapytałam opierając łokieć o drzwi samochodu.
- Mówiłam, że jedziemy na zakupy. - mruknęła i nacisnęła przycisk klaksonu wydając przy tym głośny dźwięk spod maski samochodu. Przewróciłam oczami i spojrzałam przez szybę. Wszyscy Ci, których mijałyśmy po drodze byli zdumiewająco szczęśliwi. Dlaczego? Podoba im się życie na ziemi, jest w tym coś ciekawego? - Katniss, powiedz mi lepiej, jak się czujesz?
- Jak ścierwo. - mruknęłam i przymknęłam oczy rozkoszując się promieniami słońca, które w tym momencie ogrzewały moją twarz. Czułam na sobie spojrzenie Skylet. Nawet nie musiałam patrzeć, żeby wiedzieć, że jest pełne bólu, współczucia i chęci pomocy.
- A jak z Harry'm? - dlaczego ciągle zadaje te nurtujące pytania?!
- Trzymam dystans.
- Może coś więcej powiesz? - zapytała marszcząc brwi, kiedy przed nami zmaterializował się ogromny korek.
- Zawsze będę do Niego coś czuć i mieć tą cholerną słabość. Wiesz jak On pachnie? Tak, jak powinna pachnieć miłość. Niby banalnie - Hugo Boss, ale masz ochotę przebywać w jego towarzystwie. Kochasz go kurewsko mocno. A tu nagle podnosi na Ciebie rękę, zostawia Cię i co gorsza zdradza. To boli Skylet, a takich rzeczy się nie wybacza, nigdy...
- Na prawdę? Nie potrafiłabyś go pokochać jeszcze raz?
- Nie mam ochoty na żadne interakcje danego typu z kimkolwiek. - mruknęłam niezadowolona z konwersacji, którą prowadziłyśmy.
- Wcale nie chcesz kochać?
- Jest mi to bez różnicy. Harry wyprał mnie z uczuć. - wzruszyłam ramionami i rzuciłam jej pocieszający uśmiech podczas, gdy ona patrzyła na mnie jak na kosmitkę z planety Marsianki. - Nie patrz tak na mnie.
- Przepraszam, ale może powinnaś spróbować? - powiedziała miło i nadepnęła na pedał gazu wyprzedzając inne pojazdy. Nie odpowiedziałam. Zrobię to, co będę uważała za konieczne...

HARRY'S POV :

Wyszliśmy z domu, który zakluczyłem na klucz. Zayn wsiadł do swojego samochodu, Niall z Louis'em, a ja z Liam'em. Będziemy realizować zminimalizowany plan ułożony przez Liam'a. Wszyscy zdążyli wyjechać z piskiem opon z podjazdu, tylko jedynie został samochód Liam'a. Przyjaciel złapał mnie za ramię, które lekko uścisnął w geście pocieszenia.
- Jak się czujesz?
- Jak ścierwo. - mruknąłem i westchnąłem ciężko spoglądając na palce swoich rąk.
- A jak z Katniss?
- Nie chce ze mną rozmawiać. - syknąłem czując narastającą we mnie złość. Na prawdę ją kocham, a ona egoistka nie potrafi tego zrozumieć. Odstawia fochy, bo strzeliłem jej z liścia. Do cholery porwali mi siostrę, a ona nie posłuchała mnie i nie została tam, gdzie jej kazałem. Nigdy bym jej nie skrzywdził, a z blondynką z klubu umawiałem się na numerki jeszcze przed tym, jak poznałem Katniss na tej cholernej stacji. A co by było, gdybyśmy się nie znali? Na pewno nie cierpiałbym tak kurewsko mocno, jak teraz. Ona mnie niszczy.
- Dziwisz się jej? - zapytał swoim spokojnym i kojącym głosem. Na prawdę? Liam też twierdzi, że to moja wina? Czy jest ktoś, kto widzi wszystko z mojej perspektywy? Moja wina, bo jestem facetem, tak? Pierdolenie.. - Hazz, posłuchaj. Ona cierpi, bo została zgwałcona po raz trzeci w swoim życiu. Wini za to Ciebie, bo odkąd Cię zna to w jej życiu zachodzą maksymalne zmiany wprowadzane wraz z Twoją obecnością. Jej umysł funkcjonuje w ten, nie inny sposób. Zrozum ją. Każdy by się do Ciebie nie odzywał na jej miejscu. - powiedział szczerze i klepnął mnie w ramię, a następnie odpalił maszynę, której silnik wydał głośny ryk. A może on ma rację? On ma cholerną rację.
- Jedźmy już, proszę. - jęknąłem przecierając fakturą dłoni czoło. Jedziemy teraz do skrytki, która stoi zapomniana od momentu, w którym razem z Zayn'em i Katniss byliśmy w niej. Pamiętam, jak uczyłem dziewczynę strzelać z broni, by w razie zagrożenia na placu, kiedy odbijaliśmy Perrie mogła się bronić. Uratowała mi wtedy życie. Wspominając tę chwilę przez myśl przebiegły mi wszystkie momenty, które z nią przeżyłem. Liam ruszył autostradą do wyznaczonego celu, a ja obserwowałem ze skupieniem niebo, które przyozdobione było teraz w piękne słońce, które również mi się z nią kojarzy...
- Stary! - poczułem mocne szturchnięcie. Otworzyłem oczy i ujrzałem pochylonego nade mną Liam'a.
- Spałem? - zapytałem odpinając pasy i przeczesując ręką włosy.
- Nie, polowałeś na mamuty. - mruknął sarkastycznie i wysiadł z samochodu.
- Polowałeś na mamuty, bleble - przedrzeźniłem go i również opuściłem pojazd. Wolnym krokiem wszedłem do pomieszczenia, w którym siedziała już cała ekipa prócz Zayn'a, którego zadaniem było przypilnowanie Katniss.
- Od czego zaczniemy? - zapytał Louis i obkręcił się na zardzewiałym krześle.
- Jeździe do Billy'ego po granaty i załatwcie furgonetkę. Wysadzimy ich budę w drobny mak. - powiedział Liam przeglądając jakąś książkę, która zakurzona leżała na wielkim, drewnianym stole. Niall i Louis jak na baczność unieśli się do góry i opuścili pomieszczenie, by później ich samochód zniknął za bramą w kierunku najniebezpieczniejszej dzielnicy Londynu, do której nawet policja nie wjeżdża. Jest to dla nich zbyt ryzykowne.
- Zaraz wracam. - powiedziałem Liam'owi, który tylko kiwnął głową kontynuując robienie notatek. Wyszedłem i z kieszeni spodni wyciągnąłem pudełko. Otworzyłem je i złapałem w palce papierosa, którego chwilę później odpaliłem zapalniczką. Skąd go mam zapytasz? Od Zayn'a. Zabrałem z jego kurtki. Zaciągnąłem się, by po chwili wypuścić dym z ust. Poczułem tą cholerną ulgę. Z drugiej kieszeni spodni wyciągnąłem telefon i wykręciłem numer do mulata.
- Halo? - usłyszałem jego głos.
- Zayn? Tu Harry. - powiedziałem i strzepnąłem spaloną część z papierosa.
- Poczekaj. - szepnął i słyszałem, że krzyknął do kogoś, że zaraz wraca. - No?
- Co robisz? Jest tam Katniss? - pytania posypały się z moich ust, jak z kałasznikowa.
- Tak, jesteśmy w galerii. Skylet i Kat robią zakupy. - powiedział i jęknął z dezaprobatą. - Mam już dosyć! - zaśmiałem się i znów pociągnąłem truciznę.
- Kobiety.. - wypuściłem dym z ust.
- Zaraz, chwila. Ty palisz?! - wrzasnął, a na moją twarz wkradł się szyderczy uśmiech.
- Okazjonalnie. - mruknąłem i przydepnąłem niedopałek. - Dobra, kończę.
- Powodzenia, stary. - powiedział, a ja nie odpowiadając rozłączyłem połączenie. Wróciłem do Liam'a, który kurczowo się nad czymś zastanawiał. Wyglądał jak szalony naukowiec, który jest bliski olśnienia.
- Mam! - krzyknął i podskoczył z siedzenia uśmiechając się. - Jestem geniuszem!
- Skromnym, geniuszem - mruknąłem uśmiechając się delikatnie. - Co tam masz?
- Musimy działać bardzo precyzyjnie. Nie można dopuścić się ani jednego błędu. Ten, który będzie podkładał bombę musi uważać, bo jeżeli ona wybuchnie. - zaciął się i zmarszczył brwi. - Zaśnie na zawsze.
- Ja podłożę tą cholerną bombę.- warknąłem i zacisnąłem pięści. - Dla Katniss. 


czytasz = komentujesz!

11 maja 2014

Chapter 43

To już ten dzień. Dokładnie tydzień minął od tego zdarzenia, które za wszelką cenę staram się zakopać w mej pamięci i nigdy do tego nie powrócić. Nie odzywałam się się do Harry'ego, mimo to nie byłam samotna. Wsparcie Skylet i Perrie było dla mnie bezcenne. Rozumiały mnie, a przynajmniej Perrie, która mogę powiedzieć, że wcześniej również znajdowała się w podobnej sytuacji. Właśnie pakowałam swoje rzeczy i ścieliłam łóżko - o ile można to tak nazwać, gdy do pomieszczenia wkroczyli Zayn, Liam, Louis i Niall. Zdziwł mnie fakt, iż dogadali się ze sobą. Ostatnimi czasy rozmawiałam z Louis'em. W rzeczywistości jest to ciepły i pogodny chłopak, a kiedy mnie zgwałcił i nękał za każdym razem był pod wpływem narkotyków. Może jestem głupia wybaczając mu wszystkie krzywdy, ale każdy popełnia jakieś błędy, prawda? Jedni poważniejsze, a inni niezauważalne błahostki, które wcale nie wpływają na ciąg wydarzeń.
- Jak się czujesz? - podszedł do mnie Niall i zabrał mi z ręki torbę, którą chciałam założyć na swoje ramię.
- Jest lepiej, dziękuję. - odpowiedziałam, a chłopak lekko się uśmiechnął. Kątem oka widziałam minę Harry'ego, który spojrzeniem piorunował niebieskookiego. Zayn podszedł do mnie i złapał mnie pod rękę umożliwiając wydostanie się ze szpitala. Jedynymi osobami, którym w pełni mogę teraz zaufać są Liam, Zayn, Skylet i Perrie - oni jako jedyny mnie jeszcze nie skrzywdzili.

HARRY'S POV:


Sińce i wszystkie inne gówna na moim ciele nadal są chujowo widoczne. Nie zważam na to, bo w tej chwili
najważniejsza jest dla mnie Katniss. Spierdoliłem po całej linii. Dziewczyna może mi już nigdy nie wybaczyć, ale ja nie odpuszczę. Zemszczę się za wszystkie krzywdy, które zdołały ją dotknąć. Będę ją chronił ... do końca.
- Harry! - poczułem, że ktoś złapał mnie za ramiona i mocno potrząsnął.
- Co? - zapytałem unosząc brwi do góry i zlustrowałem Liam'a wzrokiem.
- Możesz do kurwy nędzy przestać się zadręczać i myśleć racjonalnie?! - warknął Niall i zmarszczył brwi, na co wyglądał bardzo dziecinnie. Zaśmiałem się i wygodniej rozsiadłem w fotelu sącząc łyk z mojej puszki z piwem, którą trzymałem w dłoni. Zorganizowaliśmy spotkanie w moim domu wcześniej odwożąc Katniss do Skylet. Mamy na celu załatwienie ich i tego zasranego gangu motocyklistów.
- Się odezwał. - prychnąłem i poprawiłem się na fotelu. Jak on może mnie pouczać i mówić co mam robić? Sam do chuja wziął udział w tym, co Katniss przecierpiała.
- Możesz mi powiedzieć, czy chcesz tego? Twoja postawa nie świadczy o tym. - powiedział Liam surowym tonem.
- Jeżeli nie chcecie mi pomóc to nie musicie. Sam powybijam ich wszystkich. - mruknąłem ochrypłym głosem i z hukiem odstawiłem puszkę na stolik obok.
- Przestań zachowywać się jak szczeniak! - wrzasnął Zayn, który do tej pory uważnie słuchał całej konwersacji, ale najwidoczniej tylko ja mu przeszkadzałem.
- Dobra!
- Skończcie. - powiedział Liam, który wcześniej zamknął oczy i głośno westchnął. - Louis załatwisz broń i bomby. Niall transport. Ja z Harry'm ustalimy plan, a Zayn zajmie się Katniss. - rozrządził na co zmarszczyłem brwi, a usta ściągnąłem w jedną wąską linię. - Jakiś problem, Hazzuś? - zapytał Liam i podparł się łokciami o kolana.
- Nie. - wzruszyłem ramionami.
- Chłopaki, do dzieła. - powiedział triumfalnie mulat, a wszyscy zerwaliśmy się ze swoich miejsc i opuściliśmy mój dom.


czytasz = komentujesz!
______________________________________________

Bardzo króciutki, ale taki miał być. Chcę Was poinformować, że koniec zbliża się jeszcze większymi krokami niż sądziłam. Ostatnim rozdziałem, który dodam będzie to rozdział 45 i Epilog. Drugą część zacznę pisać dopiero wtedy, kiedy będę miała gotowy szablon do blog'a, okładkę, pomysł i przede wszystkim CZAS.

Ten rozdział nie jest fajny - wiem. Ale chciałam Wam przedstawić plany, które będą realizowane w następnym rozdziale. Szkoda mi Katniss :c

DZIĘKUJĘ ZA KOMENTARZE, WYŚWIETLENIA! TO BARDZO DUŻO DLA MNIE ZNACZY.

P.S. Myślę, że w tym tygodniu pożegnamy się już z "Nie Dotykaj" :)

3 maja 2014

Chapter 42

"Jesteśmy tak młodzi, a tak zniszczeni."

Z wielką trudnością uniosłam powieki do góry. Byłam zmęczona i obolała w dolnych partiach ciała, a mój mózg nie pracował. Przywitało mnie słońce przebijające się przez żaluzje szpitalnej sali, w której leżałam teraz na metalowym łóżku, przykryta cienką, śmierdzącą i szarawą pościelą. Podniosłam się na łokciach do góry i przymrużyłam oczy stękając w międzyczasie z bólu spowodowanego moim nagłym ruchem. Po mojej lewej stronie, bliżej drzwi stało jeszcze jedno łóżko. Leżała na nim postać. Nie widziałam kto to, ale wyglądała jakby była martwa. Nie było widać ani unoszącej się klatki piersiowej - nic. Jedynie tylko pościel, która nieruchomo przykrywała ciało. Westchnęłam, opadłam ciężko na pościel i usnęłam. 

- Córeeeczko!
- Mama? - zapytałam z nadzieją i zaczęłam rozglądać się po sali.
- Tu jestem kochanie.
- Mamo! - powiedziałam entuzjastycznie odwracając się w kierunku, skąd pochodził tajemniczy głos.
- Katniss, słoneczko.
- Gdzie jesteś? - zapytałam z nadzieją wstając z lekkością ze szpitalnego łóżka. Gwałtownie się odwróciłam w kierunku okna, które było otwarte. Na parapecie stała wysoka, zgrabna kobieta o ciemnych blond włosach. Przypominała mnie i stąd wiedziałam, że jest moją mamą.
- Kocham Cię, pamiętaj o tym. - powiedziała głosem zjawy i wyskoczyła przez okno.
- Mamoo! - wrzasnęłam i podbiegłam do okna wychylając się przez nie. Widziałam tylko jak jej zgrabne ciało opada na ziemię i roztrzaskuję się tryskając krwią. - Mamo! Mamusiu! Niee! Błagam! Wróć! 


- Katniss! Obudź się, obudź! - poczułam mocne szarpnięcie. Otworzyłam oczy, którym ukazał się Niall. TO BYŁ TYLKO SEN, TO BYŁ TYLKO SEN, TO BYŁ TYLKO SEN... - Niall? - wrzasnęłam otwierając szerzej oczy. Chłopak posłał mi lekki uśmiech przytulając mnie delikatnie do siebie.
- Jak się czujesz? - zapytał troskliwie i spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami.
- Wszystko mnie boli. - jęknęłam i poczułam łzy spływające po moich policzkach. Miałam już tego dość, no ale płacz oczyszcza, wypędza z organizmu truciznę. Tak jak deszcz spłukuje brud, prawda? Roztrzęsiona spojrzałam na chłopaka i zmarszczyłam brwi, kiedy na łóżku obok leżał .. Harry? Wciągnęłam głośno powietrze, kiedy zaskoczenie wymalowało się na mojej twarzy. Na jego łóżku siedział uśmiechnięty Louis, który wcześniej jak mniemam prowadził z nim konwersację. Zaczęłam wzrokiem skakać po ich twarzach niezbyt orientując się, co do obecnej sytuacji.
- Znaleźliśmy Was. - powiedział Niall i ręką zmierzwił włosy z tyłu głowy. - Ciebie i Harry'ego w rowie. - dokończył i zmarszczył brwi formując usta w wyrazie lekkiego grymasu.

HARRY'S POV ; WSPOMNIENIA

Boli, bardzo boli. Na moich oczach widzę jak obcy mężczyzna gwałci moją byłą dziewczynę, którą w dalszym ciągu darzę przeogromną sympatią. Oddałbym za nią wszystko, jednak nie jestem wystarczająco silny, żeby postawić się sznurom obwiązującym moje dłonie i nogi oraz dwóm dobrze zbudowanym mężczyznom. Serce kraja mi się, kiedy widzę jak zdzierają z niej ubrania. Zaczynam się wiercić, a na nadgarstkach już wyczuwam siniaki formujące się na wskutek moich gwałtownych ruchów. Stróżka łez spływa po twarzy Katniss, kiedy facet wbija się w nią. Staram się krzyczeć. Czuję złość pożerającą mnie od środka. Wiem, że się zemszczę. Oni zginą, a ich krew będzie na moich dłoniach. Może pójdę do więzienia, może Malinka się do mnie więcej nie odezwie, ale będę miał pewność, że jej więcej nie skrzywdzą. Chciałbym być jej stróżem, mężczyzną, który poprowadzi ją przez życie. Będę dbał o jej dobro, bezpieczeństwo, wychowam z nią wspólne dziecko i będziemy żyli długo i szczęśliwie..

Bredzę głupoty. Dostałem w swoim życiu już taką szansę, jednak jej nie wykorzystałem. Jestem złym człowiekiem i nie potrafię nawet trzymać się tego, co trzyma mnie przy życiu. Kocham ją bardziej niż można to sobie wyobrazić. Oddałbym za nią życie, a teraz patrzę tylko, jak jest gwałcona. Jest to uczucie gorsze niż sztylet wbity w serce, a świadomość, że jest to moja wina tylko ciąży mi na sumieniu i nie pozwala racjonalnie myśleć. Ciągle wiercę się z dupą na krześle i nie mogę nic zrobić. Jakiś inny mężczyzna przytrzymuje mnie, ale nie zwracam na niego uwagi. Liczy się tylko ona, tylko ...

Łzy zaczynają spływać po moich polikach. Czuje tą cholerną bezsilność, która przygniata mnie do podłoża i nie daje oddychać. Zaczynam się dławić własną śliną, ale dalej walczę. Walczę z samym sobą. Próbuję pokonać własne słabości, obudzić w sobie tego smoka, który potrafi przeciwstawić się wszystkiemu. Kiedy jeden sznur na mojej ręce zostaje zerwany czuje ogromny ból spowodowany gwałtownym ciosem od obcego mężczyzny prosto w moją twarz.
- Sprawiasz problemy, szczeniaku. - mruczy pod nosem ten co mnie pilnuje i zadaje mi kolejny cios. Czuję, że nos mam złamany. Boję się myśleć, co jeszcze mi zrobił, ale ból wewnętrzny jest jeszcze gorszy. Zamykam oczy, kiedy przyjmuję następne uderzenie prosto w żebra. Upadam z krzesłem na ziemię i tracę przytomność. Jedna owieczka, druga owieczka, trzecia owieczka...

***

KATNISS'S POV:



- Mieliście wielkie szczęście! - powiedział entuzjastycznie Louis rozmachując rękami przed sobą.
- Mhm. - mruknęłam i zrobiłam kwaśną minę.
- Odezwał się ten "niewinny" - rzucił Harry na co przewróciłam oczami i szczelniej przykryłam się kołdrą, uprzednio ciągnąc ją spod tyłka Niall'a, który na niej siedział.
- Dziękuję bardzo. - mruknęłam, odwróciłam się do nich tyłem i zamknęłam oczy. Jęknęłam, kiedy poczułam mocny ból w dolnych partiach mojego ciała. Zgwałcona, porzucona, zraniona - tak się w tej chwili czułam.
- Harry, kotku! - odwróciłam się z powrotem, kiedy do sali wbiegła jakaś blondynka, którą gdzieś już widziałam. Rzuciła się na chłopaka w bandażach i gipsach, a potem zamknęła go w szczelnym uścisku. Wszyscy z zaciekawieniem spojrzeliśmy na tych dwoje.
- Yum... emm... - jęknął Harry poprawiając się na łóżku i delikatnie ją odpychając. - Co Ty tu robisz?
- Słyszałam o tym pobiciu. - powiedziała smutno - I o jakimś tam gwałcie. - dodała wrednym głosem i machnęła lekceważąco ręką. Rzuciłam jej piorunujące spojrzenie i dalej obserwowałam jej poczynania. Kto to do cholery jest?!!
- Myślę, że powinnaś już iść. - powiedział Harry i spanikowany spojrzał na dziewczynę.
- Dlaczego? - fuknęła i skrzyżowała ręce na piersi.
- Idź! - warknął Harry i palcem wskazującym pokazał jej drzwi wyjściowe z sali. '
- Jeszcze zapragniesz mnie i tych gorących nocy ostatnio ze mną przeżytych. - powiedziała, przesłała mu "buziaczka" w powietrzu i wyszła trzaskając drzwiami.
W tej chwili mam ochotę komuś przyłożyć, a w szczególności Harry'emu. On mnie nie kocha, prawda? Bo gdyby mnie kochał to nie robiłby skoków w bok. Nie miałby kochanki. Widocznie mu nie wystarczałam...
- To my już pójdziemy. - powiedział Louis, a Niall kiwnął potwierdzająco głową.
- Trzymaj się, Mała. - blondyn pocałował mnie w policzek, a następnie uścisnął rękę Harry'ego. Louis tylko rzucił głośne "cześć" i razem opuścili salę. Zostałam sama : ja , moje myśli i Harry ...
- Katniss, ja ... - mruknął, ale mu przerwałam.
- Nie mogę na Ciebie patrzeć. - rzuciłam z pogardą uwalniając jedną łzę, która spłynęła po moim policzku. Westchnęłam i odwróciłam się tyłem do chłopaka pozwalając, by łzy opuściły moje oczy - oczyściły moje złamane serce ...


czytasz = komentujesz!


_______________________________________________

Oto mamy nowy rozdział :) Dziękuję Wam za wszystko! Kocham Was najmocniej!
P.S. Macie pomysł na tytuł dla drugiej części "Nie Dotykaj" ? Jestem otwarta na propozycje :)

Do następnego! xoxo


1 maja 2014

Chapter 41

Posprzątałam wszystkie swoje rzeczy i byłam gotowa, aby opuścić szpital. Po wielu dniach przeleżenia tutaj miałam serdecznie dosyć. Harry był cały czas przy mnie, ale czułam do niego tylko wstręt i obrzydzenie. Byłam już umówiona ze Skylet i Liam'em, że wrócę do swojego starego pokoju u nich w domu i będę tam mieszkać dopóki nie znajdę sobie swojego kąta. Będzie ciężko, bo nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale myślę, że dam radę. Z rozmowy z moją przyjaciółką dowiedziałam się również, że siostra Harry'ego - Gemma odnalazła się i jest cała i zdrowa. Policjanci znaleźli ją na granicy, kiedy jej mąż próbował zatankować furgonetkę. Pierdolony chuj ...
Stałam tyłem, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Odwróciłam się w momencie, gdy lekko się uchyliły, a zza nich wychylił się nikt inny jak Harry. Słyszałam, jak kłócił się wcześniej ze Skylet, że to on mnie do niej przywiezie. Chyba mu się pomyliło.
- Gotowa ? - powiedział ostrożnie głosem od którego biło niepewnością na kilometr. Nie odpowiedziałam mu, tylko sięgnęłam po swoją torbę z rzeczami i wyszłam przez wcześniej uchylone przez Harry'ego dla mnie drzwi. Zeszłam po schodach na dół i udałam się do recepcji, aby mnie wypisali. Udało się bez zbędnych komplikacji, kiedy tylko podałam swoje imię i nazwisko. Wyszłam ze szpitala słysząc za sobą ciężkie kroki Harry'ego.
- Nie tu zaparkowałem samochód. - powiedział delikatnie, a ja odwróciłam się i spojrzałam na niego chłodno. Westchnęłam i pokręciłam głową, kiedy w niezręczny dla niego sposób potarł ręką o kark. Poprawiłam ręką torbę zwisającą z mojego ramienia i ruszyłam chodnikiem w kierunku domu chłopaka mojej przyjaciółki. Kątem oka widziałam, jak Harry mamrocze jakieś przekleństwa pod nosem, ale w ostateczności ruszył za mną. Czułam zwarcie w jego ciele, nie chciał się do mnie zbliżać, jakby czytał to w moich myślach.
Było już ciemno. Kątem oka widziałam, że Harry ciągle idzie za mną, co bardzo doceniam. Szliśmy najgorszą ulicą w całym mieście. Wszystko zaniedbane, porzucone i nieczyste. Nagle przede mną zmaterializowała się grupka motocyklistów. Nie byli jakoś niewyobrażalnie starzy, ale budzili we mnie duży respekt.
- Hej, Mała. - krzyknął jeden z nich, na co drugi gwizdnął wesoło przysparzając tym samym śmiech innych osób tam zebranych.
- Zamknij morde. - warknął Harry. Po jego głosie mogłam wyczuć, że jest bardzo blisko mojego ciała. Przewróciłam oczami na ich niezbyt miłą konwersację i szłam dalej. Nagle poczułam mocny uścisk na swoich biodrach. Pisnęłam, kiedy jeden z nich podniósł mnie do góry i przewiesił sobie przez ramię. Czułam strach paraliżujący moje ciało. Kurwa jasna mać, ja pierdole.
- Nie dotykaj mnie! - warknęłam i spojrzałam w kierunku, gdzie Harry starał się wyrwać trzem innym mężczyznom. Ledwo mogłam odczytać jego wyraz twarzy. Wiedziałam tylko jedno, jego oczy są w tym momencie bardzo intensywnie czarne. Jak smoła ...
- Sukinsyny! - krzyknął Harry, a jego głos był niebezpiecznie zachrypnięty. Starał się wyrwać, ale miał zbyt mało siły, by ich od siebie odpędzić. Siłą zostaliśmy wprowadzeni do obskurnej kamienicy. Łzy spływały po moich policzkach, kiedy obserwowałam jak Harry zostaje przywiązany do krzesła, a usta zaklejają mu taśmą.
- D..d..dlaczego? - wymamrotałam nadal zwisając głową w dół z ramienia jakiegoś fagasa.
- Co, Królewno? - zapytał jeden z zarostem na twarzy, który w tym momencie zajmował się moim byłym chłopakiem.
- Dlaczego to robicie? - westchnęłam i powiedziałam z za dużą pewnością siebie.
- Z czystej przyjemności, Skarbie. - odpowiedział mocniej ściskając węzeł przywierający krzesło do nadgarstków Harry'ego, który głośno jęknął przez zaklejone usta.
- Odstaw ją. - rozkazał swojemu bodajże koledze, a po chwili stałam już na ziemi. Zarośnięty - tak go będę nazywać, podszedł do mnie i dłonią pogłaskał fakturę mojej twarzy. Kiedy to zrobił Harry zaczął wiercić się na krzesełku. Sięgnął po taśmę, pociągnął kawałek i zębami przeciął go na pół. Złapał za dwa rogi i idealnie przykleił na moje usta.

***

Mój kolejny horror się zaczął.

Zostałam przywiązana do łóżka w tym samym pokoju, co Harry do krzesła. Dzieliły nas zaledwie trzy metry, ale z łatwością mogłam dostrzec mięśnie mojego byłego chłopaka, które ciągle pracują i są napięte. Łzy cały czas spływały po moich policzkach, jednak nie zwracałam już na nie najmniejszej uwagi. Nagle do pomieszczenia wkroczyło dwóch mężczyzn : jeden zarośnięty* oraz ten co wcześniej trzymał Harry'ego i sprawiał wrażenie najsilniejszego.
- Zagramy w grę. - powiedział niskim głosem zarośnięty i uśmiechnął się podle w moją stronę. Jednym ruchem ręki zdarł ze mną ubrania tak, że pozostałam w samej bieliźnie. Ciągle się wierciłam i starałam się krzyczeć - na marne ... Harry jak bomba zaczął wiercić się na krześle, szarpać i wyrywać. Wyglądał jakby wpadł w furię - niebezpieczną i nieograniczoną, która potrafi zabić każdego kto się mu przeciwstawi. Chwilę później leżałam już naga na łóżku, spocona ze strachu i w niewyjaśnionym stanie, którego nawet nie da się opisać.

GWAŁT DZIEWCZYNY
POBICIE CHŁOPAKA
WYWLECZENIE ICH DO POBLISKIEGO ROWU
MYŚL, ŻE UMIERAJĄ
NICOŚĆ



czytasz = komentujesz!

___________________________________________

Osobiście przeżywałam okres załamania fizycznego i nie byłam zdolna do prawidłowego funkcjonowania. Zapowiadam, iż nie będę od teraz odpowiadać na pytania typu " kiedy next?" , bo szczerze i otwarcie Wam mówię : nie wiem.

Jeżeli uda mi się napisać to mi się uda, ale nie będę umiała przewidzieć kiedy. Ogólnie to myślę, że jeszcze około 10 rozdziałów i będziemy zbliżać się do końca przygód Harry'ego i Katniss. Jeżeli będzie z Waszej strony zainteresowanie drugą - lepszą częścią to zostawcie po sobie komentarz, który udowodni mi czy faktycznie tego chcecie.

SKOŃCZ RIENTATIO JUŻ PIEPRZYĆ FARMAZONY!

No okok już kończę. Kocham Was! I liczę na to, że pobijemy pod tym rozdziałem rekord komentarzy, a mianowicie coś około : 20 :)

Do następnego! xoxo.

20 kwietnia 2014

Chapter 40

Z Zayn'em podjechałem na podjazd przed moim domem. Wcześniej samochodem tułałem się z nim po całym mieście w poszukiwaniu tej cholernej czarnej furgonetki, jak z filmu "Scooby-Doo". Zrezygnowany razem z mamą złożyłem doniesienie na policję o porwaniu mojej siostry. Dla rozluźnienia atmosfery wstąpiłem z mulatem do klubu i nie ukrywam - przespałem się z moją stałą dziewczyną do seksu : tlenowana blondi, króciutka spódniczka, top nie zakrywający pępka i wysokie szpilki. Nijak nie dorównywała Katniss ... właśnie ... Malinka. Uderzyłem ją ... dlaczego? Sam nie wiem. Byłem wściekły i za wszelką cenę chciałem ochronić Gemmę. Wiem, że ją skrzywdziłem, ale powinna mnie zrozumieć, że działałem impulsywnie. Kocham ją i świadomie bym jej nie dotknął.
- Stary, patrz. Drzwi masz otwarte.. - Zayn szturchnął mnie mocno w ramię i palcem wskazał na drzwi
frontowe, który otwarte były na oścież.
- O cholera. - mruknąłem i pośpiesznie wyszedłem z pojazdu wcześniej odpinając pasy. Wszedłem do domu, gdzie zastała mnie cisza i porządek, jaki wcześniej razem z Katniss zostawiliśmy. Wbiegłem po schodach na górę, a za mną mój przyjaciel. Wszędzie panowały egipskie ciemność, więc wchodziłem do każdego pomieszczenia po kolei świecąc w nim światło. Wszystko było okej do czasu aż nie otworzyłem łazienki na górnym piętrze. Na podłodze leżały zakrwawione kawałeczki roztrzaskanego lustra, które wcześniej ze spokojem wisiało nad umywalką.
- Harry to nie wygląda zbyt dobrze. Gdzie jest Katniss? - powiedział zdenerwowany Zayn.
- Nie wiem. - ręką przetarłem kark i zmarszczyłem brwi. Kolejnym celem była moja sypialnia. Podszedłem i otworzyłem drzwi. Na łóżku leżała drobna postać, którą była moja Malinka. Wypuściłem ze świstem powietrze, a kamień spadł mi z serca. Spodziewałem się najgorszego. Zayn pstryknął, a światło oświeciło pokój.
- Ja pierdole, Harry! - wrzasnął Zayn i podbiegł do Katniss. Dziewczyna leżała nieprzytomna na łóżku. W jednej ręce trzymała żyletkę, a druga swobodnie zwisała z łóżka. Krew kapała z niej jak woda z kranu. Wszędzie było jej pełno. Biała wcześniej pościel przybrała teraz kolor krwawej czerwieni. Stałem jak słup soli na środku pomieszczenia dokładnie analizując każdy skrawek tego, co widzą moje oczy.
- Rusz dupę! - warknął Zayn i jakby wyciągnął mnie z głębokiego transu analizowanych myśli w mojej głowie. Oprzytomniałem, a łzy cisnęły mi się do oczu.
- Co to jest?! - mulat wskazał na posiniaczony policzek dziewczyny. Spuściłem głowę w dół, a jedna moja łza spadła na podłogę. - Ty jej to zrobiłeś?! - nie dało się nie zauważyć obrzydzenia w jego głosie.
- Nie chciałem! - stanąłem w swojej obronie. Zayn pochylił się nad jej twarzą.
- Na szczęście żyje, ale Ty jesteś zwykłym sukinsynem, Harry. - westchnął. - Dzwoń po karetkę! - zwinnym ruchem wyciągnąłem swój telefon, wykręciłem numer i chwilę później rozbrzmiał obcy mi głos w słuchawce. Podałem wszystkie najważniejsze i wymagane informacje, a kobieta poinformowała, że karetka powinna być za nie dłużej niż 15 minut.

*miesiąc później*

Katniss pocięła się już drugi raz, ale tym razem zraniła również swoje uda. Przestaliśmy ze sobą rozmawiać i utrzymywać jakiekolwiek kontakty intymne. Dziewczyna ciągle chodziła ze zgarbionymi plecami, miała opadnięte kąciki ust, a wzrok wbity w ziemię. Przestała spać i jeść.
- Panie Styles. - lekarz wyszedł z sali, na której leżała Katniss. Uniosłem głowę znad dłoni i spojrzałem na niego. - Zapraszam. - wstałem i skierowałem się za nim do jego sterylnie i przesadnie czystego gabinetu.
- Co jej jest?! - oparłem się dłońmi o biurko i gwałtownie przysunąłem do tego człowieka.
- Niech się Pan uspokoi, natomiast Panienka Katniss ma zwyczajną depresję. Jakieś wydarzenie musiało nią wstrząsnąć, że jest w stanie, w jakim jest. - zamurowało mnie. To wszystko moja wina! Wyszedłem ze szpitala, wyciągnąłem z kieszeni papierosa i odpaliłem go. Pociągnąłem, a moje emocje nieco ustąpiły i dały mi spokój. Odkąd zaczęły się problemy ze mną i z Katniss to nie mogę odciągnąć się od palenia. To w jakiś sposób mnie uspokaja i teraz w pełni rozumiem Zayn'a, że nie mógł oprzeć się temu nałogowi.
- Harry? - usłyszałem czyjś głos za swoimi plecami. Odwróciłem się do tyłu, a moim oczom ukazała się drobna postać Skylet. Dziewczyna niezrozumiale mierzyła mnie wzrokiem wodząc od papierosa do mojej twarzy i tak w kółko.
- Oh.. nie wiedziałam, że palisz. - dodała i wzruszyła ramionami. Cisnąłem trucizną o ziemię i przydepnąłem, żeby go zgasić. Westchnąłem ciężko i usiadłem na krawężniku chowając twarz w dłonie. Blondynka ukucnęła obok mnie i objęła swoimi drobnymi ramionami. Poczułem otuchę, ale to nie było to samo, jak gdyby przytulała mnie Katniss.
- Uderzyłem ją. - mruknąłem i pokręciłem głową z niedowierzaniem odnoście swojego czynu. Czułem się jak śmieć, totalny...
- Cśśś... - pogładziła mnie po włosach i musnęła swoimi ustami mój policzek. Odwróciłem wzrok i spojrzałem na nią niezrozumiale. Uśmiechnęła się lekko i weszła do dużego budynku, w którym teraz leżała moja dziewczyna.. MOJA?




czytasz = komentujesz!

________________________________________________________________

Znowu krótki. Ja Was baardzo przepraszam moje kochane osóbki. ♥ Dałabym wszystko, ale jakoś nie mam teraz weny. Bardzo starałam się skleić jakoś ten rozdział i żeby był wyjątkowy, ale postaram się następnym razem i odwale taki zajebiaszczy 50 rozdział :)
Przepraszam ...

xoxo

19 kwietnia 2014

Chapter 39


- Zostań tu! - warknął do mnie Harry i wyrywając się z moich objęć ruszył w kierunku niewidocznego na pierwszy rzut oka parkingu, na którym Gemma była wciągana siłą do furgonetki przez jej męża. Szybko podniosłam się, a moje nogi były jak z waty, jednak nie odmówiły mi posłuszeństwa. Rzuciłam gdzieś na ziemię kopertówkę i biegiem rzuciłam się za Harry'm. Widziałam i słyszałam coraz więcej.
- Nie zbliżaj się! - wrzasnął niskim tonem jakiś mężczyzna, który celował w Harry'ego masywną wiatrówką. W głębi duszy modliłam się, by nie wystrzelił. Nie dałabym sobie rady psychicznie ze świadomością, że na moich oczach umarł człowiek obdarzony moją bezgraniczną miłością. Styles jednak posłusznie stał w miejscu. Widziałam jak jego klatka powoli unosi się i opada.
- Ciebie też laleczko się to tyczy. - mruknął i wskazał na mnie. Zatrzymałam jak wmurowana obok Harry'ego. Czułam jego wściekłe spojrzenie, dlaczego za nim przybiegłam, ale w tym momencie liczyło się bezpieczeństwo jego i Gemmy.
- Odjeżdżamy. - ze środka wychylił się jej mąż. Słyszałam jej nieme wołania, które zablokowane były najprawdopodobniej czymś w rodzaju taśmy klejącej lub szmatki. Biedna... Rzucili ku Nam przelotne spojrzenia i wpakowali się do furgonetki, która po chwili odjechała z pisakiem opon. Harry odwrócił się do mnie, a ciemność opętała jego oczy.
- Czy ja nie wyraziłem się jasno?! - wrzasnął, a ja poczułam jego oddech odbijający się od moich ust. Stał niewyobrażalnie blisko i ciężko dyszał. Na pierwszy rzut oka było widać, że jest wściekły, a jego mięśnie pracują tak jak powinny po wielu treningach na siłowni.
- Odpowiedz! - uniósł ton nieco wyżej, a mnie oblał strach paraliżujący moje wszystkie kończyny.
- Nie drzyj się na mnie! - zaskoczyła mnie pewność siebie i jad słyszalny w moim głosie. Postawiłam się mu, a chwile później poczułam mocne uderzenie w policzek, który zaczął mnie niemiłosiernie piec. Mózg szwankuje. Czy Harry właśnie mnie uderzył? Zrobiłam mu coś złego? Dlaczego? Upadłam na ziemię, Harry spojrzał na mnie przelotnie i biegiem ruszył do swojego samochodu odjeżdżając nim w kierunku, gdzie pojechała furgonetka razem z Gemmą.

***

- Dziecko! Co Ci się stało? - otworzyłam oczy i skontaktowałam, że jeszcze leżę na ziemi rozbita na dwa miliony osiemset siedemdziesiąt dwa tysiące i czterdzieści dziewięć setnych części. Byłam strasznie zaskoczona nagłym wybuchem Harry'ego. Wiem, że jego siostra jest dla niego bardzo ważna, ale czy ja nie mam uczuć, żeby mnie tak traktować? Nie sądzę. Anne przytuliła mnie do swojej piersi i pomogła wstać. Nie miałam ochoty na bliższe kontakty z kimkolwiek.
- Porwali Gemmę. - rzuciłam półgłosem, a kobieta wytrzeszczyła oczy. Przetarła je rękę, aby zlikwidować łzy.
- Matko... - pokiwała głową w niedowierzaniu trzymając teraz dłoń na swoim czole.
- Przepraszam, pójdę już. - mruknęłam i ruszyłam moimi nogami, które zdrętwiały.
- Katniss! Co ja mam robić?! - wrzasnęła spanikowanym wzrokiem. Wzruszyłam ramionami i wskazałam dłonią na siniaka na moim policzku.
- To Harry mi zrobił. Nie pomogę Pani, przykro mi. - kiwnęła głową jakby w afekcie zrozumienia.

***

Zapłakana weszłam do domu. Było już dobre po drugiej w nocy, a łzy nadal płynęły po moim policzku. Tak na dobrą sprawę powinnam się wyprowadzić. To dom Harry'ego, ale w tym momencie zbytnio mnie to nie interesuje. Zakluczyłam drzwi i weszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro.
- Zmasakrowana, brzydka, niekochana, zgwałcona, cierpiąca, trwająca w bolesnej miłości dziewczyna z siniakiem. - mruknęłam sama do siebie i ręką pogładziłam miejsce, w którym odznaczyła się dłoń Harry'ego.
- Od dzisiaj : zimna suka! - wrzasnęłam i pięścią uderzyłam w lustro przede mną czując ból pulsujący w moich knykciach. Nie zawsze wszystko wychodzi tak jak powinno, a w tym przypadku moje życie w całości jest rozpierdolone. Rzuciłabym to wszystko i wyjechała daleko stąd. Najchętniej zrobiła sobie dzień wolny od życia. Odpoczęła.
Nie przejmując się krwią na dłoniach złapałam żyletkę i weszłam do naszej wspólnej sypialni. Nie zwróciłam nawet uwagi na to , czy Niall jest w domu, czy go nie ma. Stawiałam na to, że jednak go nie będzie i w tym przypadku chociaż raz miałam szczęście. Usiadłam na łóżku, oparłam plecy o zimną ścianę , nogi przysunęłam do klatki piersiowej i przygryzłam wargi. Dłonie zacisnęłam w pięść, której uścisk był tak mocny, że paznokcie wbijały mi się w ciało do krwi. To nie bolało - ani trochę. Jedyne co boli to życie, które mnie wykańcza. Rozluźniłam dłonie i lewą ręką sięgnęłam po narzędzie wcześniej zabrane z łazienki. Wystawiłam prawą rękę do przodu i zwinnym ruchem przeciągnęłam ostrzem po delikatnej i nienaruszonej skórze. Poczułam żar, który wydawał się wypalać mój nadgarstek. Wpadłam w trans i tworzyłam coraz to nowsze rany. Byłam zadowolona czując ulgę na duszy. Sprawianiem sobie bólu spowodowałam, że poczułam się lepiej. Krew była wszędzie, a moje powieki robiły się ciężkie. Nie czułam nic. Zasnęłam...

czytasz = komentujesz!


___________________________________________________
Przepraszam, że taki kiepski i gówniany i wszelkie inne złe cechy, których nie chce mi się wymieniać, bo trwałoby to tak długo :D
Jutro pojawi się następny :) 
xoxo



15 kwietnia 2014

Chapter 38

Delikatnie wsunęłam się do wanny naprzeciwko Harry'ego. Nie czułam skrępowania tym, że jesteśmy nadzy.
Byłam pozbawiona wstydu, bo wiedziałam, że mnie kocha i nie pozwoli mnie skrzywdzić. Uśmiechnęłam się lekko do niego, co odwzajemnił. Prawą ręką rysował różne wzory na moim kolanie, a drugą opierał się o wannę.
- Kochasz mnie? - mruknął. Awww, romantycznie.
- Nie. - wzruszyłam ramionami i wystawiłam mu język.
- O Ty! - warknął, pochylił się do przodu, złapał moje nadgarstki i poniósł je do góry sprawiając, że nie mogłam się ruszyć.
- Puść mnie! - nie mogłam opanować śmiechu, ale zdołałam zauważyć iskierki pożądania w oczach Harry'ego. Pochylił się i delikatnie musnął swoimi wargami mój policzek. Był to tak delikatny gest, że czułam się jakbym miała się za chwilkę rozsypać na drobne kawałeczki. Zwinnym ruchem ręki lokowaty umiejscowił moje ręce na swoim karku. Przysunęłam się do niego tak blisko, że siedziałam przodem pomiędzy jego nogami, a nasze klatki piersiowe były jakby do siebie przyklejone. Nachyliłam się do ucha Harry'ego i mruknęłam w nie po czym delikatnie skubnęłam zębami. Chłopak delikatnie odsunął mnie od siebie i z uśmiechem spojrzał w moje oczy.
- Nigdy tak nie robiłaś. - powiedział głosem niedowierzającym do stanu chwili w obecnej sytuacji.
- Ale zaczęłam i całkiem mi się to podoba. - przejechałam ręką po jego torsie w dół, a drugą nadal trzymałam na karku delikatnie bawiąc się jego loczkami. Nagle złapał moją rękę i powstrzymał ją od dalszej wędrówki.
- Niech tam zostanie. - mruknął swoim zachrypniętym głosem, który był zdecydowanie moim ulubionym dźwiękiem. Znów moja ręka wylądowała na jego karku. Harry złapał mnie za biodra i mocniej przyciągnął do siebie. Poczułam jego przyjaciela, który stawał się coraz twardszy, gdy ocierałam o niego swoim udem. Zupełnie przypadkowo - ta, kogo Ty kobieto oszukujesz?!
Harry przejął inicjatywę i mocniej ścisnął mnie za biodra uniemożliwiając dalszych ruchów, by pobudzić jego erekcję. Uśmiechnęłam się szeroko i zaczęłam całować chłopaka. Czułam ogień buzujący w moich żyłach na jego dotyk i pożądanie wypełniające moje podbrzusze. Nasze języki zdawały się toczyć bitwę o przewagę.

NARRATOR'S POV :


Katniss i Harry sprawiali wrażenie głodnych siebie. On trzymał ją w ramionach ściskając za biodra, jakby był zazdrosny o samego siebie. Nagle ręką zjechał po jej płaskim brzuchu do kobiecego punktu. Katniss złapała szybko powietrze w płuca i dalej całując chłopaka obserwowała jego poczynania względem niej. Dziewczyna oderwała się od Harry'ego i spojrzała głęboko w jego oczy.
- Zrób to. - powiedziała, a jej pewność siebie dało wyczuć się na kilometr. Patrzyła na niego z zaufaniem za czym podążało również to, że mu się oddała w całej swej osobie i zupełnie niewinna, bo inaczej nie można określić stanu jej bezbronności. Harry spojrzał na nią z troską i zaskoczeniem. Nie spodziewał się tego, że będzie chciała po tak traumatycznych przeżyciach uprawiać z nim seks w wannie.
- Jesteś pewna? - uniósł brwi do góry i delikatnie dłonią pogładził jej biodro. Skinęła głową w formie potwierdzenia, a chwilę później położyła się na oparciu wanny i rozszerzyła nogi. W oczach lokowatego objawiła się dzikość. Oczy mu pociemniały i już nie były w kolorze koperkowej zieleni, tylko przypominały coś w rodzaju węgla brunatnego. Odwrócił się tak, że leżał na niej podpierając się rękoma o brzegi wanny. Nie patrzył jej już nawet w oczy, tylko wbił się w nią z pożądaniem. Katniss pojękiwała, a on miarowo posuwał. Obydwoje czuli się jak kilka metrów nad niebem, a pot kapał do czystej wody, która znajdowała się w wannie. Chwilę ich erotycznej namiętności przerwał dźwięk dzwonka telefonu Harry'ego.

KATNISS'S POV:

- Kurwaa! - warknął Harry na niepożądany dźwięk, który w tym momencie bardzo nam przeszkadzał. Czułam się coraz lepiej i przyjemniej za czym szło również uczucie symbolizujące koniec naszego zbliżenia. Oboje zaczęliśmy ciężko dyszeć.
- Zaraz dojdę. - mruknął Harry i zamknął oczy przyspieszając swoich ruchów. Czułam intensywnie pracujące mięśnie jego pleców. Owinęłam swoje ręce dookoła jego karku i wplotłam palce we włosy. Mocno pociągnęłam je powodując skrzywienie z bólu u chłopaka. Przyciągnęłam go do siebie i namiętnie pocałowałam.
- Zrób to, kochanie tylko otwórz oczy, proszę.. - jęknęłam z trudnością łapiąc oddech. Harry posłusznie otworzył oczy i zębami przygryzł swoją dolną wargę. Był jak Anioł w połączeniu z Demonem. Tak niebezpiecznie bezpieczny. Czułam żar płonący w moich żyłach. Mocniej przyciągnęłam do siebie Harry'ego tak, że nasze piersi ocierały się o siebie. Wyglądało to jakbyśmy byli jednością tworzącą całość.
- Harry! - krzyknęłam, kiedy nagła przyjemność owinęła sobie mnie wokół palca.
- Nie krzycz. - przywarł do mnie swoimi ustami blokując moje krzyki pożądania, które oznaczały nic innego jak zbliżający się orgazm. Nasze języki zaczęły się o siebie ocierać. Było idealnie. Harry przyśpieszył jeszcze bardziej automatycznie mocniej i bardziej agresywnie wpychając swojego przyjaciela w moją kobiecość.

Nie wytrzymam.
Już nie mogę.
3...
2...
1...


Poczułam soki wypełniające całe moje podbrzusze. Harry krzyknął i chwilę po mnie również doszedł do stanu absolutnej rozkoszy. Czułam przyjemne ciepło, które przed chwilą wydostało się z przyjaciela Harry'ego.Dzisiaj jest wspaniale. Czuję, że przeżywam w tym momencie swój prywatny stan euforii. Nic nie było tak cudownego jak zobaczyć Harry'ego czerpiącego z naszego seksu same przyjemności. To jego zapach, jego ruchy, sam On doprowadził mnie do tego pięknego stanu, kiedy czułam, że wszystko mogę, że wszystko będzie dobrze. Właśnie dlatego chciałabym na zawsze mieć go przy sobie i nie dopuszczam myśli, że kiedyś mogę go stracić, bo to byłby koniec dla mnie, dla mojego życia. Ja żyję Harry'm - jest moim powietrzem, jest moim całym życiem.
- Kocham Cię. - szepnął mi Harry do ucha i wyszedł ze mnie. Poczułam dziwną pustkę spowodowaną brakiem tak wyjątkowej bliskości z jego strony.
- Do jasnej cholery! Nie jesteście tu sami! - usłyszałam wrzask zza drzwi i ciężko westchnęłam będąc nadal wtulona w ciepły tors Harry'ego. Boże, Niall...
- Spierdalaj, - mruknął Harry na co głośno się zaśmiałam. Chłopak odwzajemnił mój uśmiech i potarł swoim nosem o mój.
- Słyszałem!

***

- Szybciej, szybciej, szybciej! - poganiał mnie loczek, kiedy schodziłam po schodach w tych niewybaczalnie wysokich szpilkach. Harry ubrany był w swój garnitur, a na szyi miał krawat, którego wcześniej musiałam mu zawiązać. Ja natomiast miałam na sobie swoją ulubioną sukienkę o kolorze łososiowym i gdzieniegdzie czarnym. Włosy miałam idealnie spiętę przez Skylet, która już wcześniej opuściła NASZ (?) dom.
- Nie mam wizji tego, jak zbierasz mnie połamaną z podłogi. - mruknęłam i dalej trzymając się poręczy schodziłam w dół. Harry wywrócił oczami i szeroko się uśmiechnął ukazując swoje przecudne dołeczki.
- Złapałbym Cię, kochanie. - poruszyła zabawnie brwiami i zstąpił z nogi na nogę. Niczym gentelman wystawił rękę w moim kierunku, gdzie chwilę później umiejscowiłam swoją. Wyszliśmy. Niall'a nie było, więc Harry zakluczył drzwi i odjechaliśmy w kierunku miejsca, gdzie Gemma ma przeżyć najpiękniejszą chwilę w swoim życiu - chyba...
Kiedy dojechaliśmy na miejsce nie mogłam wyjść z podziwu. Morze, biała altanka na środku, przejście i krzesła okryte pięknym białym materiałem. Zupełnie jak w filmach Hollywood'zkich, gdzie wszyscy żyli długo i szczęśliwie.
- Wow. - mruknęłam i nie mogłam wyjść z podziwu widoku. Morze idealnie współgrało z wystrojem całej ceremonii. Ludzie zaczęli się zjeżdżać, a Harry co chwilę się z kimś witał. Ja oczywiście stałam na uboczu delikatnie się uśmiechając i będąc poza całym wydarzeniem. Ciotki, babcie, wujkowie, dziadkowie, kuzynki, kuzynku ... zaczęli ściskać się z Harry'm i podziwiać zacytuję : "Jaki to z niego przystojny i seksowny chłopak". Czułam się co najmniej dziwnie stojąc sama i nie znając tu nikogo.
- Oo, czy to Katniss? - jakaś Pani podbiegła do mnie i przytuliła mocno. Czułam, że się czerwienie z braku powietrza na co Harry cicho zachichotał.
- Um.. Dzień Dobry. - uśmiechnęłam się lekko, kiedy kobieta pozwoliła nacieszyć się moim płucom powietrzem.
- Jestem Anne. Anne Styles. - och, mama Harry'ego! Bardzo ładna kobieta, która bez przeszkód przyciągnęłaby do siebie najseksowniejszego mężczyznę. Tak, była niesamowicie piękna. Już wiem po kim Harry odziedziczył urodę...
- Chodź, skarbie. - Harry splótł nasze dłonie i pociągnął mnie prosząc bym usiadła w pierwszym rzędzie podczas gdy on będzie prowadził swoją siostrę do ołtarza. Nie wnikałam w to dlaczego nie zrobi tego ich ojciec. Być może będzie to dla Harry'ego uciążliwy temat. Posłusznie usiadłam tam, gdzie prosił mnie chłopak. Chwilę później swoje miejsce zajął ksiądz i poleciała tradycyjna muzyka ślubna. Obok księdza stanął mężczyzna, który jak zgadłam był JESZCZE narzeczonym Gemma'y. Odwróciłam się i ujrzałam piękną dziewczynę o fioletowych włosach, która odziała była w białą suknię ciągnącą się metr na nią. Wyglądała jak prawdziwa księżniczka. Obok niej szedł Harry, który dumnie podtrzymywał swoją jeszcze nieślubną siostrę. Widać, że ją mocno kochał. Nagle szturchnęła mnie jakaś mała dziewczynka. Odwróciłam się w jej kierunku, a ona bez słowa podała mi kapselek od tymbarka i uciekła. Podniosłam rzecz na wysokość moich oczu i przeczytałam:

"To ten właściwy" 


Czy to przypadek? Kim była ta tajemnicza dziewczynka? Nigdy wcześniej jej nie widziałam. Wzruszyłam ramionami i schowałam kapselek do swojej kopertówki. Odwróciłam głowę i spotkałam się spojrzeniem z Harry'm. Widziałam, że jest szczęśliwy, a jak on jest to ja też.
Przysięga, zabawy, pierwszy taniec w tym przypadku brata z siostrą, płacz Anne, tort, wesele, zabawa - perfekcyjnie.
- Nasz ślub będzie piękniejszy. - poczułam ciepłe powietrze, które spowodowało ciarki przechodzące po moim ciele. Harry objął mnie ramieniem i szeroko się uśmiechnął co odwzajemniłam. Nie byłam święcie przekonana do tego, że kiedykolwiek weźmiemy ślub, ale w głębi serca ... marzyłam o tym. Sięgnęłam po swoją kopertówkę i wyciągnęłam kapselek. Podstawiłam go Harry'emu po oczy.
- Nawet kapselki Nam kibicują. - zaśmiał się i schował go z powrotem tam, gdzie wcześniej go trzymałam. Spojrzałam na niego i lekko się uśmiechnęłam. Nagle poczułam lekkie drżenie. Szczęka Harry'ego mocno zacisnęła się, a mięśnie spięły tak, że nie czerpałam już przyjemności z przytulania się do niego. Odwróciłam wzrok w kierunku, gdzie spoglądał i miałam ochotę rozkurwić całą tą planetę!


czytasz = komentujesz!

 ____________________________________________________________

Nowy rozdział. Przepraszam, że tak długo na niego czekaliście (?)
No cóż, tak już jest. Bardzo chciałabym podziękować za wyświetlenia i komentarze, które super motywują.

Kocham Was ! xoxo




9 kwietnia 2014

Chapter 37

- Co proszę? - wstałam i wytrzeszczyłam oczy.
- Słyszałaś, - rzucił Horan i oparł się o framugę drzwi nadal szczerząc się w uśmiechu jak gruba świnia. Ehh, darzę go niezwykle silną nienawiścią... Nie mogę na niego patrzeć!
- W takim razie, ja się wyprowadzam. - zbeształam Horan'a wzrokiem, rzuciłam groźnie spojrzenie Harry'emu i wielka gula zaczęła formować mi się w gardle. Jak stąd nie wyjdę to się popłaczę!
- Nie ma takiej opcji. - warknął Harry i zmarszczył bardziej niż dotychczas swoje niewydepilowane brwi. Próbowałam przecisnąć się pomiędzy nimi, ale oboje stanowczo mi to utrudnili torując drogę. Nosz kurwa no!
- Przesuńcie dupy, do cholery!
- Chodź. - Harry złapał mnie za łokieć i wepchnął do drugiej sypialni zakluczając drzwi.
- Co to kurwa ma być? - warknęłam i położyłam dłoń na swoje czoło nerwowo stąpając z jednej nogi na drugą. Czuję się gorzej niż źle i mam ochotę zrobić komuś krzywdę. 
- To był zakład. - opuścił głowę w dół i zainteresował się swoim jakże dotychczas niezauważalnym butem. Wytrzeszczyłam oczy, jakbym zobaczyła ducha i ręką zatkałam sobie buzię. Nie wierzę!
- Warunek był taki, że mam wziąć udział w wyścigu, spowodować ten wypadek. W zamian za to odzyskam Ciebie, ale Horan zabiera moje auto i wprowadza się do domu.
- Nie mogę tego słuchać.. - pokręciłam głową, złapałam za klamkę i mocno nią szarpnęłam jednak drzwi były zamknięte. Spowodowało to, że chciało mi się krzyczeć, kopać, bić i Bóg wie co jeszcze!
- Posłuchaj mnie! - Harry załapał mnie za przedramię i przyciągnął siłą do siebie. Czasami chciałabym być nieco silniejsza, bym mogła się mu postawić. Jednak los nie obdarzył kobiety darem siły większej od siły mężczyzny, więc pozostało mi tylko się poddać.
- Oni znowu chcieli Cię zgwałcić! Nie mogłem do tego dopuścić! - wrzasnął mi do ucha, na co tylko skrzywiłam się z bólu pulsującego w moim uchu. 
- C-co? - mruknęłam cicho nie dowierzając w to co słyszę. Poczułam jak łzy cisną mi się do oczu. Opadłam na kolana i schowałam dłonie w twarz. 
- Malinko. - Harry usiadł na ziemi i posadził sobie na kolanach. Objął mnie swoimi silnymi ramionami i oparł o tors. Czułam się bezpiecznie i stabilnie zupełnie jak księżniczka obejmowana przez swojego księcia z bajki.

*** 

- Kati! - zawołał mnie Harry z garderoby w naszej wspólnej sypialni. - Chodź no!
- Idę! - odłożyłam nożyczki i klej z powrotem na blat kuc'henny, przeskoczyłam wielkie jeszcze nie do końca obklejone ozdobnym papierem pudło, w którym znajdował się prezent dla Gemmy i jej wybranka na ślub. 
- Słucham, kochanie? - weszłam do środka, w którym znajdował się mój chłopak i przeleciałam wzrokiem po całym jego ciele przygryzając zębami dolną wargę. Wybuchnęłam śmiechem, kiedy zobaczyłam, jak Harry mocuje się z wiązaniem krawatu. 
- Śmieszy Cię to? - odwrócił się i spojrzał na mnie spode łba na co zaczęłam rechotać, chichotać, chrumkać i wić się po ziemi. Nie wiem dlaczego, ale niewyobrażalnie śmieszyła mnie postawa Harry'ego, która przypominała minę Sméagol'a z "Władcy Pierścieni" . Podparłam się dłońmi i mocno odbiłam od podłogi wstając. Wyjątkowo dopisywał nam dzisiaj humor. Może dlatego, że Niall'a nie ma w domu? 
- Co za kobieta! - westchnął sfrustrowany i dalej majdał krawatem na wszelkie możliwe strony. Uśmiechnęłam się szeroko i wyrwałam mu materiał z ręki. Spojrzał na mnie badawczo i nadstawił się bym mogła coś zdziałać : 


1. Założyłam muz krawat na szyję tak, żeby część węża zwisała w dół.
2. Przełożyłam część szerszą nad częścią węższą, a następnie zawinęłam do siebie dołem.
3. Mocno trzymając punkt styku, przełożyłam część szerszą pod brodą Harry'ego.
4. Następnie przełożyłam część szerszą od spodu tak, że powstał trójkątny supeł.
5. Część szerszą przeciągnęłam pod brodą do siebie, aby okręciła się wokół supła.
6. Okręciłam część szerszą wokół krawata tak, że z przodu powstała pętla
7. Przeciągnęłam część szerszą górą tak, aby przeszła przez pętle i mocno pociągnęłam. 


- Gotowe Smerfowa Ciamajdo. - pocałowałam Harry'ego w policzek. Uwielbiam kiedy jest przy mnie. jego zapach, ciepło, dotyk, bicie serca, sprawiają, że czuję się jak księżniczka w najpiękniejszej bajce.
- Dobrze Ci w tym smokingu. - powiedziałam z uznaniem. 
- Aniele - nachylił się i delikatnie skubnął moje ucho zębami - Poczekaj, aż go zdejmę. - parsknęłam i śmiejąc się skierowałam do wyjścia.
- Ej! - wrzasnęłam, kiedy poczułam delikatnego klapsa złożonego na moim pośladku. 
- Też Cię kocham, Babe. - puścił mi oczko zaraz po czym zatrzasnęłam drzwi do pomieszczenia, w którym aktualnie się znajdował. Spojrzałam na zegarek, który przedstawiał mi godzinę 10:00. Nie rozumiałam właściwie po jaką cholerę Styles wcisnął na siebie już ubranie. 

Weszłam do łazienki i od razu odkręciłam wodę, która chwilę później rozpryskała się o podstawę wanny. Wlałam płyn do kąpieli i ustawiłam odpowiednią temperaturę wsadzając łokieć pod kran. Spięłam włosy w wysokiego kucyka. Nie widziałam sensu mycia włosów skoro i tak pójdę do Skylet, która będę chciała, czy nie i tak mi je wyszoruje i odpowiednio ułoży. Ściągnęłam z siebie wszystkie ubrania i zostałam w samej bieliźnie, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Drgnęłam, kiedy uświadomiłam sobie, że może być to Niall. 
- Noo? - zapytałam głośno, sięgnęłam po ręcznik i owinęłam się nim w razie sytuacji zagrożenia. Osoba po drugiej stronie nacisnęła klamkę i otworzyła szeroko drzwi. Kamień spadł mi z serca, kiedy okazał się to być Harry. Nie miał już na sobie garniaka tylko luźne spodenki i koszulkę "Hipsta please". Uśmiechał się łobuzersko, zamknął drzwi na klucz i szybkim ruchem ściągnął swoją koszulkę przez głowę. 
- Hola, hola! Co Ty? - uniosłam brwi do góry mocno zaciskając dłonie wzdłuż brzegu ręcznika. 
- Jak to co? Idę się wykąpać. - wzruszył ramionami i złapał za swoje bokserki. Nim zdążył je ściągnąć szybko się odwróciłam i zakryłam oczy dłonią. Usłyszałam chichot spowodowany moją nagłą reakcją. 
- Jesteś perwersyjnym dupkiem, Harry. - fuknęłam stojąc tyłem do chłopaka i splątałam ramiona na wysokości piersi głośno tupiąc bosą stopą o kafelki. Poczułam silne ramiona oplatające moją talię.
- Kiedy spotkałem Cię po raz pierwszy, nawet przez chwilę nie pomyślałem, że będziesz dla mnie tak cholernie ważna. Patrząc na Ciebie nie wiedziałem, że to Twoją twarz będę widzieć, gdy zamknę oczy. Że każda chwila spędzona z Tobą będzie należała do najlepszych chwil spędzonych w moim życiu. A rozmawiając z Tobą, nie wiedziałem, że Twój głos będzie moim ulubionym dźwiękiem. - rzucił tak znikąd, a moje serce stanęło w płomieniach miłości, którą darzyłam tego chłopaka. Odwróciłam się do niego przodem, nadal stał w bokserkach, a kolor oczu miał głęboki, niczym zielona herbata tuż po zaparzeniu. Mogłabym wpatrywać się w jego twarz przez całe moje życie. Delikatnie umiejscowiłam swoje dłonie na obu jego policzkach i przyciągnęłam do siebie. Nie dbałam już o to, że ręcznik zsunął mi się gdzieś na ziemie, a ja stałam w samej bieliźnie. Poczułam smak mięty, który towarzyszył mi za każdym razem przy bardziej intymniejszym spotkaniem z Harry'm. Nasze usta pieściły każdy swój kawałek, a języki tańczyły razem w rytmie. Nagle chłopak oderwał się ode mnie i szepnął. 
- Mogę się z Tobą wykąpać?
- Możesz. - uśmiechnęłam się do niego i skradłam kolejnego całusa.
____________________________________________________________



THE END, tak wiem - krótki za co baardzo przepraszam, ale niebawem pojawi się następny. :) ♥♥ 
W Chpter'ze 38 ślubik Gemmy i trochę +18! Buahahahah. :D 

Kocham xoxo



czytasz = komentujesz!

5 kwietnia 2014

Chapter 36 - specjalnie dla Faith ♥


Ze specjalną dedykacją dla kochanej Faith-graphicgeek za wspaniałe okładki, manipy i szablony. Dziękuję, kochana. ♥

KATNISS'S POV:

- No kurwa mać! - przeklęłam i zaczęłam hamować, kiedy sarna przebiegła mi przed maską. - Nienawidzę jeździć przez las! Nigdy więcej nie będę brała pod uwagę konwersacji z Tobą na temat "jazdy na skróty". - mruknęłam z dezaprobatą na co Harry tylko pokręcił głową i zaczął chichotać.
- Nie wyolbrzymiaj, kochanie. Przecież jej nie potrąciłaś. - spojrzałam na niego ze strzelającym piorunami wyrazem twarzy. - Pięknie wyglądasz, jak się złościsz.
- Uważaj, bo się zarumienię! - rzuciłam sarkastycznie i lekko się do niego uśmiechnęłam.
- Ej! - warknął i pacnął mnie w ramię na co zaczęłam się śmiać. Droga przeminęła bardzo szybko i w dobrych humorach dojechaliśmy do mieszkania Harry'ego.
- Nie przestrasz się, proszę. - mruknął i automatycznie opuścił głowę, kiedy otworzył przede mną drzwi.
- O cholera. - nie wierzyłam własnym oczom. Wszędzie pełno porozwalanych butelek po piwie i wódce, gdzieniegdzie brudne ubrania, stłuczone donice z kwiatami, zbita mikrofalówka leżąca na ziemi. Czy ja śnię?
- Nic nie mów, ja powiem. - odwrócił mnie w swoją stronę i odważnie spojrzał mi się w oczy.
- Jak to się stało? - wyjąkałam i głośno przełknęłam ślinę co chwilę odwracając głowę w różne strony.
- Nie było Cię, a ja nie dawałem rady. Wiesz, potrzebowałem wyładować z siebie całą złość. - powiedział nieco skrępowany i ręką przetarł kark podczas gdy drugą trzymał na moim ramieniu. Przytuliłam się do niego, a on jakby zaskoczony oddał uścisk. Staliśmy tak w siebie wtuleni na środku pobojowiska, które sam wyrządził.

***

+18, ziomeczki !
Serce zaczęło mi bić jak oszalałe, myśli przelatywały jak bolid Formuły 1, ale mimo tego - poddałam się Harry'emu. Nie byłam w stanie nad tym zapanować. Pożądanie przyćmiło mój zdrowy, a może i nie, rozsądek. Przez cały czas nasze usta były nierozłączne, czułam, jak żar namiętności ogarniał moje całe ciało i jak bardzo go pragnęłam. Harry gwałtownie szarpnął za moją koszulę w kratę, której guziki puściły niemal natychmiast, rozsypując się dźwięcznie po całym zaśmieconym salonie. Delikatnie ściągnął ją z moich ramion i zaczął dobierać się do stanika, kiedy nagle ruchem dłoni zatrzymałam go.
- Nie. - przerwałam pocałunek i mruknęłam potrząsając głową, na co on tylko kiwnął potwierdzająco. Przełożył przez głowę swoją białą bokserkę, która idealnie opinała jego umięśnioną i wymalowaną atramentem skórę i rzucił gdzieś w obrębach pozostałych ubrań. Złapał mnie delikatnie za rękę i pociągnął na górę po schodach do sypialni, która była zadziwiająco czysta i schludna. Czerwona pościel ułożona pod linijkę i zasłony przy oknie idealnie kontrastowały z meblami. Znów zaczęliśmy się całować, a dłoń Harry'ego zawędrowała niżej - pod moje spodnie, gdzie pośpiesznie odpiął guzik i zsunął je z moich nóg. Uklęknął, a ja potrzymałam się jego ramion, kiedy delikatnie ściągał je z moich stóp i również jak pozostałe rzeczy wyrzucił gdzieś na podłogę. Podbrzusze paliło mnie jak nigdy dotąd, a przyjemne dreszcze co rusz przeszywały moje ciało. Harry sięgnął i szybko zrzucił z siebie swoje spodnie. Staliśmy teraz przed sobą w samej bieliźnie. Czułam się naga i zakompleksiona. Chłopak bezczelnie obleciał mnie wzrokiem od stóp do głów i oblizał dolną wargę.
- Taka seksowana. - wychrypiał, a moje zmysły zaczęły odprawiać indiańskie tańce podobne do czegoś w rodzaju kankana na rozpalonym węglu. Złapałam chłopaka za rękę i pociągnęłam go w stronę łóżka, na którym chwilę później już leżeliśmy.
- Lubię jak dziewczyna jest na dole. - wychrypiał mi na ucho i lekko je przygryzł. - Tak niewinna. - nagle mocno wpił się w moje usta, a nasze języki zaczęły odgrywać walkę między sobą o przewagę i wytrzymałość. Cały czas chłopak przytrzymywał mnie za biodra, a ja miałam ręce wplątane w jego pokręcone włosy. Harry ze swoim dotykiem przeszedł od bioder, poprzez brzuch do obramowania moich majtek, które zaczął delikatnie zsuwać z moich bioder. Poniosła mnie chwila i nie zaprzeczyłam mu. Wiedziałam, że nie skrzywdzi mnie. Czułam się bezpiecznie. Chłopak wsunął swoją rękę w kierunku mojej kobiecości. Zarówno jego, jak i mój oddech stawał się coraz cięższy. Byłam jak oszołomiona. Całkowicie zatraciłam się w ogniu, który niepowstrzymanie buzował w moich żyłach, a gdy tylko wsunął głęboko palce do mojej kobiecości, wstrząs gwałtownej rozkoszy niemalże odprowadził mnie od zmysłów. Z trudem dochodziłam do siebie. Upajałam się tą cudowną chwilą spełnienia. Erekcja Harry'ego dawała się coraz bardziej we znaki poprzez jego cienkie, czarne bokserki. Chwycił mnie za biodra i przyciągnął siłą do siebie. Spojrzeliśmy sobie w oczy, po czym zamieniliśmy się miejscami, a ja z impetem zsunęłam się w dół. Harry drżał w oczekiwaniu na nadchodzącą przyjemność, a gdy tylko uporałam się z jego bokserkami westchnął głęboko. Twardy i gruby narząd, wystrzelił z majtek, jak z procy. Ledwie byłam w stanie objąć swoją drobną dłonią jego okazałą męskość i zaczęłam delikatnie ją masować. Przeciągły jęk Harry'ego wypełnił całą sypialnie, a nogi zrobiły mu się jak z waty. Wiedziałam doskonale, że odwleka, to co nieuniknione. Pulsujący "przyjaciel" wystrzelił nasieniem niemal natychmiast nim zdążyłam wziąć go do ust. Miałam wrażenie, że jego serce wyrwie się za chwilę z piersi, a nogi całkowicie odmówią mu posłuszeństwa. Uśmiechnęłam się chytro i namiętnie pocałowałam chłopaka w usta, oblizując przy tym jego dolną wargę.

Nagle usłyszałam huk i trzask. Podskoczyłam gwałtownie i prawie spadłam z łóżka. Harry szybko podniósł się i wciągnął na siebie bokserki.
- Zastań tu. - wskazał na mnie palcem i podszedł do komody, z której szuflady wyciągnął pistolet. Siedziałam jak zahipnotyzowana, ale gdy doszłam do siebie szybko wciągnęłam na siebie majtki i przełożyłam przez głowę koszulkę Harry'ego, która była sporo ode mnie większa.
- Uważaj. - mruknęłam i usiadłam na łóżku nerwowo bawiąc się końcami włosów co rusz zaplatając z nich warkoczyki. - Proszę Cię...
- Dobrze, kochanie. - powiedział, zostawił mi soczystego buziaka na czole i wyszedł cicho z pomieszczenia. Ja natomiast nie mogłam usiedzieć na miejscu. Myśli, które przelatywały mi przez myśli nie były zbytnio przyjemne i godziwe.

***

Minęło już około 20 minut, jak Harry stąd wyszedł. Nerwowo siedziałam z łokciami na kolanach i co chwile ciągnęłam się w stresie na włosy. Po chwili drzwi się otworzyły, a w nich stanął Harry wraz z Niall'em, który szeroko się uśmiechał. Harry ponuro na mnie spojrzał.
- Niall z nami zamieszka. - wydukał, a ciemność ogarnęła oczy Harry'ego.







czytasz = komentujesz!

2 kwietnia 2014

Chapter 35

KATNISS'S POV: 
Stanowczo widać poprawę jeżeli chodzi o stan zdrowia Harry'ego. Jeszcze dwa tygodnie temu leżał na łóżku wyczerpany i pozbawiony resztki sił, a teraz jest już z nim o wiele lepiej. Stałam właśnie przy oknie na sali, gdzie obecnie był mój chłopak. Usłyszałam skrzypnięcie łóżka i odwróciłam się na pięcie w tamtym kierunku. Harry siedział przodem do mnie i macał ręką swoje mięśnie bicepsowe.
- Sflaczały! - jęknął jak mała dziewczynka, a ja wybuchnęłam śmiechem jak bomba atomowa. Spojrzał na mnie z uniesioną brwią. - Śmieszy Cię to?
- Oczywiście, kochanie. - musnęłam do w policzek i wyszłam z sali dalej się śmiejąc. W dobrym humorze skierowałam się do tutejszej kawiarni po kawę. Należy mi się. Przesiaduję tu dzień za dniem, mam dość, ale Harry mnie potrzebuje. Może nie tyle fizycznie, co psychicznie.

- Co dla Pani? - powitał mnie szeroki uśmiech ekspedientki, która odbijała nerwowo palce od lady.
- Latte Macchiato, poproszę. - poczekałam grzecznie na swoje zamówienie, zapłaciłam należne kobiecie pieniądze i pociągnęłam łyk delektując się smakiem tego mojego niecodziennego rarytasu. Pewnym krokiem przeszłam przez drzwi, a na szpitalnym łóżku rozciągnięty po całości leżał Harry. Nogę miał już prawię zdrową, a jedynymi rzeczami która jeszcze utrudniały mu życie były szwy na czole i opatrzony bandażami bark, który tak jak przypuszczałam wyskoczył mu ze stawu. Biedny...
- Tęskniłem. - wystraszyłam się, a pojemnik z kawą wyślizgnął mi się z dłonie upadając i brudząc podłogę. Harry chamsko się do mnie uśmiechnął i obserwował moje poczynania. - Myślałaś, że śpię, Malinko?
- Jejku. - usiadłam na sąsiednim łóżku i złapałam się za miejsce pod którym powinno znajdować się serce. - Prawie zawału nie dostałam! - spojrzałam na chłopaka, a po chwili oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Rzuciłam porozumiewawcze spojrzenie Harry'emu i wyszłam szukając jakiegoś mopa, czy coś, jednak na marne. W całym szpitalu nie było ani mopa ani Pani woźniej, która mogłaby mi bardzo pomóc. Wróciłam zrezygnowana do Harry'ego, który siedział teraz i wpatrywał się w kolorowe pudełko zwane telewizorem.
- I co? - zapytał beznamiętnie i dalej oglądał bodajże... piłkę nożną. Sięgnęłam do swojej torebki i zaczęłam wycierać podłogę chusteczkami higienicznymi, które w niespodziewanie krótkim czasie zniknęły. 
***
Kiedy pozbyłam się plamy z podłogi ciężkim krokiem podeszłam i usiadłam obok Harry'ego. W telewizji nadal leciało to samo, na co głośno westchnęłam tuż po chwili czując na sobie wzrok Styles'a.
- Co? - zapytał i objął mnie ramieniem, które nijak było spokrewnione ze zranionym barkiem.
- Kiedyś grałam, ale później przestałam. - dalej wpatrywałam się w ekran przypominając sobie chwile, w których mogłam wykazać się na boisku.
- Czemu nadal nie grasz? - zapytał i mocniej przycisnął mnie do siebie.
- Nie mam tej determinacji, która kierowała mną kiedyś. Nie potrafię jej odnaleźć. - wzruszyłam ramionami i oparłam głowę o ramię Harry'ego.
- Znajdziemy ją, kochanie. - mruknął mi cicho do ucha, a po chwili zaczął całować jego płatek schodząc przez żuchwę. Zachłannie i z uczuciem wpił się w moje usta. Ssałam jego dolną wargę podczas gdy on przygryzał moją górną. Ręka Harry'ego zjechała w dół moich pleców, ale zaraz wróciła na swoje poprzednie miejsce.

HARRY'S POV:
Kurwa nareszcie mogę wrócić do domu! Nie mam ochoty ani chwili dłużej zostać w tym jebanym szpitalu, gdzie śmierdzi bandażami i chemią. Złapałem Malinkę za rękę i pociągnąłem w kierunku recepcji, gdzie ich zadaniem było wypisać mnie i dać pozwolenie na wyjście. Jestem zadowolony, że ból nogi ustąpił i nie muszę poruszać się na wózku niczym inwalida. Tego by było już za wiele...
- Pan... - recepcjonistka zająkałą się i spojrzała na mnie nerwowo.
- Harry Styles. - dokończyłem jej zdanie i uśmiechnąłem się szeroko czując wypalającą dziurę spowodowaną przez wzrok Katniss.
- Zgadza się. - kobieta wystukiwała coś na komputerze dumnie wypinając swój duży biust w moją stronę. Będę miał przejebane, bo Malinka mocniej ścisnęła moją rękę. - Może Pan już iść.
- Dziękuję. - puściłem oczko kobiecie i spojrzałem na moją dziewczynę, która stała pusto się we mnie wpatrując. Czułem jej niechęć w stosunku do mnie, ale mimo tego pociągnąłem ją do wyjścia i przepuściłem kulturalnie w drzwiach.
Szliśmy w kierunku jej samochodu, który był widoczny, ale troszkę dalej zaparkowany. W dalszym ciągu nie odzyskałem swojego Range Rover'a, które wziął ode mnie Niall w ramach kaucji.
- Co to do cholery było, Harry? - mruknęła zdenerwowana, ale dalej maszerowała w kierunku zaparkowanego pojazdu.
- Nie rozumiem o co Ci chodzi. - kłamię jej w żywe oczy. Jak tak można?!
- Wiesz, doskonale to wiesz! - mruknęła zniecierpliwiona i zaczęła szukać kluczyki w swojej workowatej, ale całkiem przyzwoitej torbie.
- Moja zazdrośnica. - złapałem ją mocno w pasie i boleśnie przyparłem do drzwi samochodu. Jęknęła i upuściła torbę, ale w jej oczach zaiskrzyło pożądaniem. Pochyliłem się do jej szyi i złożyłem delikatny pocałunek, a Katniss zarzuciła swoje ręce na mój kark i wplątała swoje palce w moje włosy. Poczułem falę przyjemności, która przebiegła przez całe moje ciało motywując mnie do dalszego działania. Zszedłem z pocałunkami w kierunku obojczyka i gdy osiągnąłem swój cel mocno złapałem w zęby jej delikatniutką skórę i mocno ją zassałem. Usłyszałem ciche pojękiwanie, co bardziej na mnie zadziałało.
- Boli. - jęknęła i gdybym jej nie trzymał pewnie upadłaby na ziemię. Tak bardzo za nią tęskniłem!
- Wytrzymaj kochanie. - poprawiłem swoje dzieło i przejechałem językiem zwilżając ugryzienie ulokowane w centralnym punkcie jej niebiańskiego obojczyka. Spojrzałem zadowolony na formującego się siniaka i szeroko się uśmiechnąłem. - Jesteś moja.
- Jedziemy? - zapytała i ręką niby przypadkowo musnęła moje krocze, po czym "przyjaciel" zaczął wariować. Szybko wciągnąłem powietrze na co dziewczyna tylko się zaśmiała, podniosła torbę z ziemi i wsiadła na miejsce kierowcy. Chwilę później zająłem miejsce obok niej i szeroko się uśmiechnąłem zmieniając stację radiową.
- Kotku, zapomniałeś? Kierowca ma wyłączne prawo do rządzenia radiem. - spojrzała na mnie wesołym wzrokiem i włączyła znów tę samą stację, co poprzednio. Westchnąłem ciężko.
- Nie lubię jeździć samochodem nie będąc kierowcą. - mruknąłem ponuro wlepiając wzrok w deskę rozdzielczą.
- No to masz problem. - wzruszyła ramionami, pocałowała mnie w polik i wcisnęła pedał gazu poluźniając sprzęgło. Mam na nią ochotę, szaleńczą. Tej nocy będzie krzyczała moje imię. Tym razem nic mnie nie powstrzyma nad zrealizowaniem mojego planu, NIC! 


_____________________________________________________________________________________________

Jezu nie wierzę w to co widzę! Mamy już ponad 7 tys. wyświetleń. Jestem szalenie podekscytowana, że ktoś czyta moje wypociny, przemyślenia i filozofie. :)
Dziękuję za wszystko! ♥
Zachęcam do komentowania - im więcej komentarzy, tym częściej będą pojawiały się nowe rozdziały!