20 kwietnia 2014

Chapter 40

Z Zayn'em podjechałem na podjazd przed moim domem. Wcześniej samochodem tułałem się z nim po całym mieście w poszukiwaniu tej cholernej czarnej furgonetki, jak z filmu "Scooby-Doo". Zrezygnowany razem z mamą złożyłem doniesienie na policję o porwaniu mojej siostry. Dla rozluźnienia atmosfery wstąpiłem z mulatem do klubu i nie ukrywam - przespałem się z moją stałą dziewczyną do seksu : tlenowana blondi, króciutka spódniczka, top nie zakrywający pępka i wysokie szpilki. Nijak nie dorównywała Katniss ... właśnie ... Malinka. Uderzyłem ją ... dlaczego? Sam nie wiem. Byłem wściekły i za wszelką cenę chciałem ochronić Gemmę. Wiem, że ją skrzywdziłem, ale powinna mnie zrozumieć, że działałem impulsywnie. Kocham ją i świadomie bym jej nie dotknął.
- Stary, patrz. Drzwi masz otwarte.. - Zayn szturchnął mnie mocno w ramię i palcem wskazał na drzwi
frontowe, który otwarte były na oścież.
- O cholera. - mruknąłem i pośpiesznie wyszedłem z pojazdu wcześniej odpinając pasy. Wszedłem do domu, gdzie zastała mnie cisza i porządek, jaki wcześniej razem z Katniss zostawiliśmy. Wbiegłem po schodach na górę, a za mną mój przyjaciel. Wszędzie panowały egipskie ciemność, więc wchodziłem do każdego pomieszczenia po kolei świecąc w nim światło. Wszystko było okej do czasu aż nie otworzyłem łazienki na górnym piętrze. Na podłodze leżały zakrwawione kawałeczki roztrzaskanego lustra, które wcześniej ze spokojem wisiało nad umywalką.
- Harry to nie wygląda zbyt dobrze. Gdzie jest Katniss? - powiedział zdenerwowany Zayn.
- Nie wiem. - ręką przetarłem kark i zmarszczyłem brwi. Kolejnym celem była moja sypialnia. Podszedłem i otworzyłem drzwi. Na łóżku leżała drobna postać, którą była moja Malinka. Wypuściłem ze świstem powietrze, a kamień spadł mi z serca. Spodziewałem się najgorszego. Zayn pstryknął, a światło oświeciło pokój.
- Ja pierdole, Harry! - wrzasnął Zayn i podbiegł do Katniss. Dziewczyna leżała nieprzytomna na łóżku. W jednej ręce trzymała żyletkę, a druga swobodnie zwisała z łóżka. Krew kapała z niej jak woda z kranu. Wszędzie było jej pełno. Biała wcześniej pościel przybrała teraz kolor krwawej czerwieni. Stałem jak słup soli na środku pomieszczenia dokładnie analizując każdy skrawek tego, co widzą moje oczy.
- Rusz dupę! - warknął Zayn i jakby wyciągnął mnie z głębokiego transu analizowanych myśli w mojej głowie. Oprzytomniałem, a łzy cisnęły mi się do oczu.
- Co to jest?! - mulat wskazał na posiniaczony policzek dziewczyny. Spuściłem głowę w dół, a jedna moja łza spadła na podłogę. - Ty jej to zrobiłeś?! - nie dało się nie zauważyć obrzydzenia w jego głosie.
- Nie chciałem! - stanąłem w swojej obronie. Zayn pochylił się nad jej twarzą.
- Na szczęście żyje, ale Ty jesteś zwykłym sukinsynem, Harry. - westchnął. - Dzwoń po karetkę! - zwinnym ruchem wyciągnąłem swój telefon, wykręciłem numer i chwilę później rozbrzmiał obcy mi głos w słuchawce. Podałem wszystkie najważniejsze i wymagane informacje, a kobieta poinformowała, że karetka powinna być za nie dłużej niż 15 minut.

*miesiąc później*

Katniss pocięła się już drugi raz, ale tym razem zraniła również swoje uda. Przestaliśmy ze sobą rozmawiać i utrzymywać jakiekolwiek kontakty intymne. Dziewczyna ciągle chodziła ze zgarbionymi plecami, miała opadnięte kąciki ust, a wzrok wbity w ziemię. Przestała spać i jeść.
- Panie Styles. - lekarz wyszedł z sali, na której leżała Katniss. Uniosłem głowę znad dłoni i spojrzałem na niego. - Zapraszam. - wstałem i skierowałem się za nim do jego sterylnie i przesadnie czystego gabinetu.
- Co jej jest?! - oparłem się dłońmi o biurko i gwałtownie przysunąłem do tego człowieka.
- Niech się Pan uspokoi, natomiast Panienka Katniss ma zwyczajną depresję. Jakieś wydarzenie musiało nią wstrząsnąć, że jest w stanie, w jakim jest. - zamurowało mnie. To wszystko moja wina! Wyszedłem ze szpitala, wyciągnąłem z kieszeni papierosa i odpaliłem go. Pociągnąłem, a moje emocje nieco ustąpiły i dały mi spokój. Odkąd zaczęły się problemy ze mną i z Katniss to nie mogę odciągnąć się od palenia. To w jakiś sposób mnie uspokaja i teraz w pełni rozumiem Zayn'a, że nie mógł oprzeć się temu nałogowi.
- Harry? - usłyszałem czyjś głos za swoimi plecami. Odwróciłem się do tyłu, a moim oczom ukazała się drobna postać Skylet. Dziewczyna niezrozumiale mierzyła mnie wzrokiem wodząc od papierosa do mojej twarzy i tak w kółko.
- Oh.. nie wiedziałam, że palisz. - dodała i wzruszyła ramionami. Cisnąłem trucizną o ziemię i przydepnąłem, żeby go zgasić. Westchnąłem ciężko i usiadłem na krawężniku chowając twarz w dłonie. Blondynka ukucnęła obok mnie i objęła swoimi drobnymi ramionami. Poczułem otuchę, ale to nie było to samo, jak gdyby przytulała mnie Katniss.
- Uderzyłem ją. - mruknąłem i pokręciłem głową z niedowierzaniem odnoście swojego czynu. Czułem się jak śmieć, totalny...
- Cśśś... - pogładziła mnie po włosach i musnęła swoimi ustami mój policzek. Odwróciłem wzrok i spojrzałem na nią niezrozumiale. Uśmiechnęła się lekko i weszła do dużego budynku, w którym teraz leżała moja dziewczyna.. MOJA?




czytasz = komentujesz!

________________________________________________________________

Znowu krótki. Ja Was baardzo przepraszam moje kochane osóbki. ♥ Dałabym wszystko, ale jakoś nie mam teraz weny. Bardzo starałam się skleić jakoś ten rozdział i żeby był wyjątkowy, ale postaram się następnym razem i odwale taki zajebiaszczy 50 rozdział :)
Przepraszam ...

xoxo

19 kwietnia 2014

Chapter 39


- Zostań tu! - warknął do mnie Harry i wyrywając się z moich objęć ruszył w kierunku niewidocznego na pierwszy rzut oka parkingu, na którym Gemma była wciągana siłą do furgonetki przez jej męża. Szybko podniosłam się, a moje nogi były jak z waty, jednak nie odmówiły mi posłuszeństwa. Rzuciłam gdzieś na ziemię kopertówkę i biegiem rzuciłam się za Harry'm. Widziałam i słyszałam coraz więcej.
- Nie zbliżaj się! - wrzasnął niskim tonem jakiś mężczyzna, który celował w Harry'ego masywną wiatrówką. W głębi duszy modliłam się, by nie wystrzelił. Nie dałabym sobie rady psychicznie ze świadomością, że na moich oczach umarł człowiek obdarzony moją bezgraniczną miłością. Styles jednak posłusznie stał w miejscu. Widziałam jak jego klatka powoli unosi się i opada.
- Ciebie też laleczko się to tyczy. - mruknął i wskazał na mnie. Zatrzymałam jak wmurowana obok Harry'ego. Czułam jego wściekłe spojrzenie, dlaczego za nim przybiegłam, ale w tym momencie liczyło się bezpieczeństwo jego i Gemmy.
- Odjeżdżamy. - ze środka wychylił się jej mąż. Słyszałam jej nieme wołania, które zablokowane były najprawdopodobniej czymś w rodzaju taśmy klejącej lub szmatki. Biedna... Rzucili ku Nam przelotne spojrzenia i wpakowali się do furgonetki, która po chwili odjechała z pisakiem opon. Harry odwrócił się do mnie, a ciemność opętała jego oczy.
- Czy ja nie wyraziłem się jasno?! - wrzasnął, a ja poczułam jego oddech odbijający się od moich ust. Stał niewyobrażalnie blisko i ciężko dyszał. Na pierwszy rzut oka było widać, że jest wściekły, a jego mięśnie pracują tak jak powinny po wielu treningach na siłowni.
- Odpowiedz! - uniósł ton nieco wyżej, a mnie oblał strach paraliżujący moje wszystkie kończyny.
- Nie drzyj się na mnie! - zaskoczyła mnie pewność siebie i jad słyszalny w moim głosie. Postawiłam się mu, a chwile później poczułam mocne uderzenie w policzek, który zaczął mnie niemiłosiernie piec. Mózg szwankuje. Czy Harry właśnie mnie uderzył? Zrobiłam mu coś złego? Dlaczego? Upadłam na ziemię, Harry spojrzał na mnie przelotnie i biegiem ruszył do swojego samochodu odjeżdżając nim w kierunku, gdzie pojechała furgonetka razem z Gemmą.

***

- Dziecko! Co Ci się stało? - otworzyłam oczy i skontaktowałam, że jeszcze leżę na ziemi rozbita na dwa miliony osiemset siedemdziesiąt dwa tysiące i czterdzieści dziewięć setnych części. Byłam strasznie zaskoczona nagłym wybuchem Harry'ego. Wiem, że jego siostra jest dla niego bardzo ważna, ale czy ja nie mam uczuć, żeby mnie tak traktować? Nie sądzę. Anne przytuliła mnie do swojej piersi i pomogła wstać. Nie miałam ochoty na bliższe kontakty z kimkolwiek.
- Porwali Gemmę. - rzuciłam półgłosem, a kobieta wytrzeszczyła oczy. Przetarła je rękę, aby zlikwidować łzy.
- Matko... - pokiwała głową w niedowierzaniu trzymając teraz dłoń na swoim czole.
- Przepraszam, pójdę już. - mruknęłam i ruszyłam moimi nogami, które zdrętwiały.
- Katniss! Co ja mam robić?! - wrzasnęła spanikowanym wzrokiem. Wzruszyłam ramionami i wskazałam dłonią na siniaka na moim policzku.
- To Harry mi zrobił. Nie pomogę Pani, przykro mi. - kiwnęła głową jakby w afekcie zrozumienia.

***

Zapłakana weszłam do domu. Było już dobre po drugiej w nocy, a łzy nadal płynęły po moim policzku. Tak na dobrą sprawę powinnam się wyprowadzić. To dom Harry'ego, ale w tym momencie zbytnio mnie to nie interesuje. Zakluczyłam drzwi i weszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro.
- Zmasakrowana, brzydka, niekochana, zgwałcona, cierpiąca, trwająca w bolesnej miłości dziewczyna z siniakiem. - mruknęłam sama do siebie i ręką pogładziłam miejsce, w którym odznaczyła się dłoń Harry'ego.
- Od dzisiaj : zimna suka! - wrzasnęłam i pięścią uderzyłam w lustro przede mną czując ból pulsujący w moich knykciach. Nie zawsze wszystko wychodzi tak jak powinno, a w tym przypadku moje życie w całości jest rozpierdolone. Rzuciłabym to wszystko i wyjechała daleko stąd. Najchętniej zrobiła sobie dzień wolny od życia. Odpoczęła.
Nie przejmując się krwią na dłoniach złapałam żyletkę i weszłam do naszej wspólnej sypialni. Nie zwróciłam nawet uwagi na to , czy Niall jest w domu, czy go nie ma. Stawiałam na to, że jednak go nie będzie i w tym przypadku chociaż raz miałam szczęście. Usiadłam na łóżku, oparłam plecy o zimną ścianę , nogi przysunęłam do klatki piersiowej i przygryzłam wargi. Dłonie zacisnęłam w pięść, której uścisk był tak mocny, że paznokcie wbijały mi się w ciało do krwi. To nie bolało - ani trochę. Jedyne co boli to życie, które mnie wykańcza. Rozluźniłam dłonie i lewą ręką sięgnęłam po narzędzie wcześniej zabrane z łazienki. Wystawiłam prawą rękę do przodu i zwinnym ruchem przeciągnęłam ostrzem po delikatnej i nienaruszonej skórze. Poczułam żar, który wydawał się wypalać mój nadgarstek. Wpadłam w trans i tworzyłam coraz to nowsze rany. Byłam zadowolona czując ulgę na duszy. Sprawianiem sobie bólu spowodowałam, że poczułam się lepiej. Krew była wszędzie, a moje powieki robiły się ciężkie. Nie czułam nic. Zasnęłam...

czytasz = komentujesz!


___________________________________________________
Przepraszam, że taki kiepski i gówniany i wszelkie inne złe cechy, których nie chce mi się wymieniać, bo trwałoby to tak długo :D
Jutro pojawi się następny :) 
xoxo



15 kwietnia 2014

Chapter 38

Delikatnie wsunęłam się do wanny naprzeciwko Harry'ego. Nie czułam skrępowania tym, że jesteśmy nadzy.
Byłam pozbawiona wstydu, bo wiedziałam, że mnie kocha i nie pozwoli mnie skrzywdzić. Uśmiechnęłam się lekko do niego, co odwzajemnił. Prawą ręką rysował różne wzory na moim kolanie, a drugą opierał się o wannę.
- Kochasz mnie? - mruknął. Awww, romantycznie.
- Nie. - wzruszyłam ramionami i wystawiłam mu język.
- O Ty! - warknął, pochylił się do przodu, złapał moje nadgarstki i poniósł je do góry sprawiając, że nie mogłam się ruszyć.
- Puść mnie! - nie mogłam opanować śmiechu, ale zdołałam zauważyć iskierki pożądania w oczach Harry'ego. Pochylił się i delikatnie musnął swoimi wargami mój policzek. Był to tak delikatny gest, że czułam się jakbym miała się za chwilkę rozsypać na drobne kawałeczki. Zwinnym ruchem ręki lokowaty umiejscowił moje ręce na swoim karku. Przysunęłam się do niego tak blisko, że siedziałam przodem pomiędzy jego nogami, a nasze klatki piersiowe były jakby do siebie przyklejone. Nachyliłam się do ucha Harry'ego i mruknęłam w nie po czym delikatnie skubnęłam zębami. Chłopak delikatnie odsunął mnie od siebie i z uśmiechem spojrzał w moje oczy.
- Nigdy tak nie robiłaś. - powiedział głosem niedowierzającym do stanu chwili w obecnej sytuacji.
- Ale zaczęłam i całkiem mi się to podoba. - przejechałam ręką po jego torsie w dół, a drugą nadal trzymałam na karku delikatnie bawiąc się jego loczkami. Nagle złapał moją rękę i powstrzymał ją od dalszej wędrówki.
- Niech tam zostanie. - mruknął swoim zachrypniętym głosem, który był zdecydowanie moim ulubionym dźwiękiem. Znów moja ręka wylądowała na jego karku. Harry złapał mnie za biodra i mocniej przyciągnął do siebie. Poczułam jego przyjaciela, który stawał się coraz twardszy, gdy ocierałam o niego swoim udem. Zupełnie przypadkowo - ta, kogo Ty kobieto oszukujesz?!
Harry przejął inicjatywę i mocniej ścisnął mnie za biodra uniemożliwiając dalszych ruchów, by pobudzić jego erekcję. Uśmiechnęłam się szeroko i zaczęłam całować chłopaka. Czułam ogień buzujący w moich żyłach na jego dotyk i pożądanie wypełniające moje podbrzusze. Nasze języki zdawały się toczyć bitwę o przewagę.

NARRATOR'S POV :


Katniss i Harry sprawiali wrażenie głodnych siebie. On trzymał ją w ramionach ściskając za biodra, jakby był zazdrosny o samego siebie. Nagle ręką zjechał po jej płaskim brzuchu do kobiecego punktu. Katniss złapała szybko powietrze w płuca i dalej całując chłopaka obserwowała jego poczynania względem niej. Dziewczyna oderwała się od Harry'ego i spojrzała głęboko w jego oczy.
- Zrób to. - powiedziała, a jej pewność siebie dało wyczuć się na kilometr. Patrzyła na niego z zaufaniem za czym podążało również to, że mu się oddała w całej swej osobie i zupełnie niewinna, bo inaczej nie można określić stanu jej bezbronności. Harry spojrzał na nią z troską i zaskoczeniem. Nie spodziewał się tego, że będzie chciała po tak traumatycznych przeżyciach uprawiać z nim seks w wannie.
- Jesteś pewna? - uniósł brwi do góry i delikatnie dłonią pogładził jej biodro. Skinęła głową w formie potwierdzenia, a chwilę później położyła się na oparciu wanny i rozszerzyła nogi. W oczach lokowatego objawiła się dzikość. Oczy mu pociemniały i już nie były w kolorze koperkowej zieleni, tylko przypominały coś w rodzaju węgla brunatnego. Odwrócił się tak, że leżał na niej podpierając się rękoma o brzegi wanny. Nie patrzył jej już nawet w oczy, tylko wbił się w nią z pożądaniem. Katniss pojękiwała, a on miarowo posuwał. Obydwoje czuli się jak kilka metrów nad niebem, a pot kapał do czystej wody, która znajdowała się w wannie. Chwilę ich erotycznej namiętności przerwał dźwięk dzwonka telefonu Harry'ego.

KATNISS'S POV:

- Kurwaa! - warknął Harry na niepożądany dźwięk, który w tym momencie bardzo nam przeszkadzał. Czułam się coraz lepiej i przyjemniej za czym szło również uczucie symbolizujące koniec naszego zbliżenia. Oboje zaczęliśmy ciężko dyszeć.
- Zaraz dojdę. - mruknął Harry i zamknął oczy przyspieszając swoich ruchów. Czułam intensywnie pracujące mięśnie jego pleców. Owinęłam swoje ręce dookoła jego karku i wplotłam palce we włosy. Mocno pociągnęłam je powodując skrzywienie z bólu u chłopaka. Przyciągnęłam go do siebie i namiętnie pocałowałam.
- Zrób to, kochanie tylko otwórz oczy, proszę.. - jęknęłam z trudnością łapiąc oddech. Harry posłusznie otworzył oczy i zębami przygryzł swoją dolną wargę. Był jak Anioł w połączeniu z Demonem. Tak niebezpiecznie bezpieczny. Czułam żar płonący w moich żyłach. Mocniej przyciągnęłam do siebie Harry'ego tak, że nasze piersi ocierały się o siebie. Wyglądało to jakbyśmy byli jednością tworzącą całość.
- Harry! - krzyknęłam, kiedy nagła przyjemność owinęła sobie mnie wokół palca.
- Nie krzycz. - przywarł do mnie swoimi ustami blokując moje krzyki pożądania, które oznaczały nic innego jak zbliżający się orgazm. Nasze języki zaczęły się o siebie ocierać. Było idealnie. Harry przyśpieszył jeszcze bardziej automatycznie mocniej i bardziej agresywnie wpychając swojego przyjaciela w moją kobiecość.

Nie wytrzymam.
Już nie mogę.
3...
2...
1...


Poczułam soki wypełniające całe moje podbrzusze. Harry krzyknął i chwilę po mnie również doszedł do stanu absolutnej rozkoszy. Czułam przyjemne ciepło, które przed chwilą wydostało się z przyjaciela Harry'ego.Dzisiaj jest wspaniale. Czuję, że przeżywam w tym momencie swój prywatny stan euforii. Nic nie było tak cudownego jak zobaczyć Harry'ego czerpiącego z naszego seksu same przyjemności. To jego zapach, jego ruchy, sam On doprowadził mnie do tego pięknego stanu, kiedy czułam, że wszystko mogę, że wszystko będzie dobrze. Właśnie dlatego chciałabym na zawsze mieć go przy sobie i nie dopuszczam myśli, że kiedyś mogę go stracić, bo to byłby koniec dla mnie, dla mojego życia. Ja żyję Harry'm - jest moim powietrzem, jest moim całym życiem.
- Kocham Cię. - szepnął mi Harry do ucha i wyszedł ze mnie. Poczułam dziwną pustkę spowodowaną brakiem tak wyjątkowej bliskości z jego strony.
- Do jasnej cholery! Nie jesteście tu sami! - usłyszałam wrzask zza drzwi i ciężko westchnęłam będąc nadal wtulona w ciepły tors Harry'ego. Boże, Niall...
- Spierdalaj, - mruknął Harry na co głośno się zaśmiałam. Chłopak odwzajemnił mój uśmiech i potarł swoim nosem o mój.
- Słyszałem!

***

- Szybciej, szybciej, szybciej! - poganiał mnie loczek, kiedy schodziłam po schodach w tych niewybaczalnie wysokich szpilkach. Harry ubrany był w swój garnitur, a na szyi miał krawat, którego wcześniej musiałam mu zawiązać. Ja natomiast miałam na sobie swoją ulubioną sukienkę o kolorze łososiowym i gdzieniegdzie czarnym. Włosy miałam idealnie spiętę przez Skylet, która już wcześniej opuściła NASZ (?) dom.
- Nie mam wizji tego, jak zbierasz mnie połamaną z podłogi. - mruknęłam i dalej trzymając się poręczy schodziłam w dół. Harry wywrócił oczami i szeroko się uśmiechnął ukazując swoje przecudne dołeczki.
- Złapałbym Cię, kochanie. - poruszyła zabawnie brwiami i zstąpił z nogi na nogę. Niczym gentelman wystawił rękę w moim kierunku, gdzie chwilę później umiejscowiłam swoją. Wyszliśmy. Niall'a nie było, więc Harry zakluczył drzwi i odjechaliśmy w kierunku miejsca, gdzie Gemma ma przeżyć najpiękniejszą chwilę w swoim życiu - chyba...
Kiedy dojechaliśmy na miejsce nie mogłam wyjść z podziwu. Morze, biała altanka na środku, przejście i krzesła okryte pięknym białym materiałem. Zupełnie jak w filmach Hollywood'zkich, gdzie wszyscy żyli długo i szczęśliwie.
- Wow. - mruknęłam i nie mogłam wyjść z podziwu widoku. Morze idealnie współgrało z wystrojem całej ceremonii. Ludzie zaczęli się zjeżdżać, a Harry co chwilę się z kimś witał. Ja oczywiście stałam na uboczu delikatnie się uśmiechając i będąc poza całym wydarzeniem. Ciotki, babcie, wujkowie, dziadkowie, kuzynki, kuzynku ... zaczęli ściskać się z Harry'm i podziwiać zacytuję : "Jaki to z niego przystojny i seksowny chłopak". Czułam się co najmniej dziwnie stojąc sama i nie znając tu nikogo.
- Oo, czy to Katniss? - jakaś Pani podbiegła do mnie i przytuliła mocno. Czułam, że się czerwienie z braku powietrza na co Harry cicho zachichotał.
- Um.. Dzień Dobry. - uśmiechnęłam się lekko, kiedy kobieta pozwoliła nacieszyć się moim płucom powietrzem.
- Jestem Anne. Anne Styles. - och, mama Harry'ego! Bardzo ładna kobieta, która bez przeszkód przyciągnęłaby do siebie najseksowniejszego mężczyznę. Tak, była niesamowicie piękna. Już wiem po kim Harry odziedziczył urodę...
- Chodź, skarbie. - Harry splótł nasze dłonie i pociągnął mnie prosząc bym usiadła w pierwszym rzędzie podczas gdy on będzie prowadził swoją siostrę do ołtarza. Nie wnikałam w to dlaczego nie zrobi tego ich ojciec. Być może będzie to dla Harry'ego uciążliwy temat. Posłusznie usiadłam tam, gdzie prosił mnie chłopak. Chwilę później swoje miejsce zajął ksiądz i poleciała tradycyjna muzyka ślubna. Obok księdza stanął mężczyzna, który jak zgadłam był JESZCZE narzeczonym Gemma'y. Odwróciłam się i ujrzałam piękną dziewczynę o fioletowych włosach, która odziała była w białą suknię ciągnącą się metr na nią. Wyglądała jak prawdziwa księżniczka. Obok niej szedł Harry, który dumnie podtrzymywał swoją jeszcze nieślubną siostrę. Widać, że ją mocno kochał. Nagle szturchnęła mnie jakaś mała dziewczynka. Odwróciłam się w jej kierunku, a ona bez słowa podała mi kapselek od tymbarka i uciekła. Podniosłam rzecz na wysokość moich oczu i przeczytałam:

"To ten właściwy" 


Czy to przypadek? Kim była ta tajemnicza dziewczynka? Nigdy wcześniej jej nie widziałam. Wzruszyłam ramionami i schowałam kapselek do swojej kopertówki. Odwróciłam głowę i spotkałam się spojrzeniem z Harry'm. Widziałam, że jest szczęśliwy, a jak on jest to ja też.
Przysięga, zabawy, pierwszy taniec w tym przypadku brata z siostrą, płacz Anne, tort, wesele, zabawa - perfekcyjnie.
- Nasz ślub będzie piękniejszy. - poczułam ciepłe powietrze, które spowodowało ciarki przechodzące po moim ciele. Harry objął mnie ramieniem i szeroko się uśmiechnął co odwzajemniłam. Nie byłam święcie przekonana do tego, że kiedykolwiek weźmiemy ślub, ale w głębi serca ... marzyłam o tym. Sięgnęłam po swoją kopertówkę i wyciągnęłam kapselek. Podstawiłam go Harry'emu po oczy.
- Nawet kapselki Nam kibicują. - zaśmiał się i schował go z powrotem tam, gdzie wcześniej go trzymałam. Spojrzałam na niego i lekko się uśmiechnęłam. Nagle poczułam lekkie drżenie. Szczęka Harry'ego mocno zacisnęła się, a mięśnie spięły tak, że nie czerpałam już przyjemności z przytulania się do niego. Odwróciłam wzrok w kierunku, gdzie spoglądał i miałam ochotę rozkurwić całą tą planetę!


czytasz = komentujesz!

 ____________________________________________________________

Nowy rozdział. Przepraszam, że tak długo na niego czekaliście (?)
No cóż, tak już jest. Bardzo chciałabym podziękować za wyświetlenia i komentarze, które super motywują.

Kocham Was ! xoxo




9 kwietnia 2014

Chapter 37

- Co proszę? - wstałam i wytrzeszczyłam oczy.
- Słyszałaś, - rzucił Horan i oparł się o framugę drzwi nadal szczerząc się w uśmiechu jak gruba świnia. Ehh, darzę go niezwykle silną nienawiścią... Nie mogę na niego patrzeć!
- W takim razie, ja się wyprowadzam. - zbeształam Horan'a wzrokiem, rzuciłam groźnie spojrzenie Harry'emu i wielka gula zaczęła formować mi się w gardle. Jak stąd nie wyjdę to się popłaczę!
- Nie ma takiej opcji. - warknął Harry i zmarszczył bardziej niż dotychczas swoje niewydepilowane brwi. Próbowałam przecisnąć się pomiędzy nimi, ale oboje stanowczo mi to utrudnili torując drogę. Nosz kurwa no!
- Przesuńcie dupy, do cholery!
- Chodź. - Harry złapał mnie za łokieć i wepchnął do drugiej sypialni zakluczając drzwi.
- Co to kurwa ma być? - warknęłam i położyłam dłoń na swoje czoło nerwowo stąpając z jednej nogi na drugą. Czuję się gorzej niż źle i mam ochotę zrobić komuś krzywdę. 
- To był zakład. - opuścił głowę w dół i zainteresował się swoim jakże dotychczas niezauważalnym butem. Wytrzeszczyłam oczy, jakbym zobaczyła ducha i ręką zatkałam sobie buzię. Nie wierzę!
- Warunek był taki, że mam wziąć udział w wyścigu, spowodować ten wypadek. W zamian za to odzyskam Ciebie, ale Horan zabiera moje auto i wprowadza się do domu.
- Nie mogę tego słuchać.. - pokręciłam głową, złapałam za klamkę i mocno nią szarpnęłam jednak drzwi były zamknięte. Spowodowało to, że chciało mi się krzyczeć, kopać, bić i Bóg wie co jeszcze!
- Posłuchaj mnie! - Harry załapał mnie za przedramię i przyciągnął siłą do siebie. Czasami chciałabym być nieco silniejsza, bym mogła się mu postawić. Jednak los nie obdarzył kobiety darem siły większej od siły mężczyzny, więc pozostało mi tylko się poddać.
- Oni znowu chcieli Cię zgwałcić! Nie mogłem do tego dopuścić! - wrzasnął mi do ucha, na co tylko skrzywiłam się z bólu pulsującego w moim uchu. 
- C-co? - mruknęłam cicho nie dowierzając w to co słyszę. Poczułam jak łzy cisną mi się do oczu. Opadłam na kolana i schowałam dłonie w twarz. 
- Malinko. - Harry usiadł na ziemi i posadził sobie na kolanach. Objął mnie swoimi silnymi ramionami i oparł o tors. Czułam się bezpiecznie i stabilnie zupełnie jak księżniczka obejmowana przez swojego księcia z bajki.

*** 

- Kati! - zawołał mnie Harry z garderoby w naszej wspólnej sypialni. - Chodź no!
- Idę! - odłożyłam nożyczki i klej z powrotem na blat kuc'henny, przeskoczyłam wielkie jeszcze nie do końca obklejone ozdobnym papierem pudło, w którym znajdował się prezent dla Gemmy i jej wybranka na ślub. 
- Słucham, kochanie? - weszłam do środka, w którym znajdował się mój chłopak i przeleciałam wzrokiem po całym jego ciele przygryzając zębami dolną wargę. Wybuchnęłam śmiechem, kiedy zobaczyłam, jak Harry mocuje się z wiązaniem krawatu. 
- Śmieszy Cię to? - odwrócił się i spojrzał na mnie spode łba na co zaczęłam rechotać, chichotać, chrumkać i wić się po ziemi. Nie wiem dlaczego, ale niewyobrażalnie śmieszyła mnie postawa Harry'ego, która przypominała minę Sméagol'a z "Władcy Pierścieni" . Podparłam się dłońmi i mocno odbiłam od podłogi wstając. Wyjątkowo dopisywał nam dzisiaj humor. Może dlatego, że Niall'a nie ma w domu? 
- Co za kobieta! - westchnął sfrustrowany i dalej majdał krawatem na wszelkie możliwe strony. Uśmiechnęłam się szeroko i wyrwałam mu materiał z ręki. Spojrzał na mnie badawczo i nadstawił się bym mogła coś zdziałać : 


1. Założyłam muz krawat na szyję tak, żeby część węża zwisała w dół.
2. Przełożyłam część szerszą nad częścią węższą, a następnie zawinęłam do siebie dołem.
3. Mocno trzymając punkt styku, przełożyłam część szerszą pod brodą Harry'ego.
4. Następnie przełożyłam część szerszą od spodu tak, że powstał trójkątny supeł.
5. Część szerszą przeciągnęłam pod brodą do siebie, aby okręciła się wokół supła.
6. Okręciłam część szerszą wokół krawata tak, że z przodu powstała pętla
7. Przeciągnęłam część szerszą górą tak, aby przeszła przez pętle i mocno pociągnęłam. 


- Gotowe Smerfowa Ciamajdo. - pocałowałam Harry'ego w policzek. Uwielbiam kiedy jest przy mnie. jego zapach, ciepło, dotyk, bicie serca, sprawiają, że czuję się jak księżniczka w najpiękniejszej bajce.
- Dobrze Ci w tym smokingu. - powiedziałam z uznaniem. 
- Aniele - nachylił się i delikatnie skubnął moje ucho zębami - Poczekaj, aż go zdejmę. - parsknęłam i śmiejąc się skierowałam do wyjścia.
- Ej! - wrzasnęłam, kiedy poczułam delikatnego klapsa złożonego na moim pośladku. 
- Też Cię kocham, Babe. - puścił mi oczko zaraz po czym zatrzasnęłam drzwi do pomieszczenia, w którym aktualnie się znajdował. Spojrzałam na zegarek, który przedstawiał mi godzinę 10:00. Nie rozumiałam właściwie po jaką cholerę Styles wcisnął na siebie już ubranie. 

Weszłam do łazienki i od razu odkręciłam wodę, która chwilę później rozpryskała się o podstawę wanny. Wlałam płyn do kąpieli i ustawiłam odpowiednią temperaturę wsadzając łokieć pod kran. Spięłam włosy w wysokiego kucyka. Nie widziałam sensu mycia włosów skoro i tak pójdę do Skylet, która będę chciała, czy nie i tak mi je wyszoruje i odpowiednio ułoży. Ściągnęłam z siebie wszystkie ubrania i zostałam w samej bieliźnie, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Drgnęłam, kiedy uświadomiłam sobie, że może być to Niall. 
- Noo? - zapytałam głośno, sięgnęłam po ręcznik i owinęłam się nim w razie sytuacji zagrożenia. Osoba po drugiej stronie nacisnęła klamkę i otworzyła szeroko drzwi. Kamień spadł mi z serca, kiedy okazał się to być Harry. Nie miał już na sobie garniaka tylko luźne spodenki i koszulkę "Hipsta please". Uśmiechał się łobuzersko, zamknął drzwi na klucz i szybkim ruchem ściągnął swoją koszulkę przez głowę. 
- Hola, hola! Co Ty? - uniosłam brwi do góry mocno zaciskając dłonie wzdłuż brzegu ręcznika. 
- Jak to co? Idę się wykąpać. - wzruszył ramionami i złapał za swoje bokserki. Nim zdążył je ściągnąć szybko się odwróciłam i zakryłam oczy dłonią. Usłyszałam chichot spowodowany moją nagłą reakcją. 
- Jesteś perwersyjnym dupkiem, Harry. - fuknęłam stojąc tyłem do chłopaka i splątałam ramiona na wysokości piersi głośno tupiąc bosą stopą o kafelki. Poczułam silne ramiona oplatające moją talię.
- Kiedy spotkałem Cię po raz pierwszy, nawet przez chwilę nie pomyślałem, że będziesz dla mnie tak cholernie ważna. Patrząc na Ciebie nie wiedziałem, że to Twoją twarz będę widzieć, gdy zamknę oczy. Że każda chwila spędzona z Tobą będzie należała do najlepszych chwil spędzonych w moim życiu. A rozmawiając z Tobą, nie wiedziałem, że Twój głos będzie moim ulubionym dźwiękiem. - rzucił tak znikąd, a moje serce stanęło w płomieniach miłości, którą darzyłam tego chłopaka. Odwróciłam się do niego przodem, nadal stał w bokserkach, a kolor oczu miał głęboki, niczym zielona herbata tuż po zaparzeniu. Mogłabym wpatrywać się w jego twarz przez całe moje życie. Delikatnie umiejscowiłam swoje dłonie na obu jego policzkach i przyciągnęłam do siebie. Nie dbałam już o to, że ręcznik zsunął mi się gdzieś na ziemie, a ja stałam w samej bieliźnie. Poczułam smak mięty, który towarzyszył mi za każdym razem przy bardziej intymniejszym spotkaniem z Harry'm. Nasze usta pieściły każdy swój kawałek, a języki tańczyły razem w rytmie. Nagle chłopak oderwał się ode mnie i szepnął. 
- Mogę się z Tobą wykąpać?
- Możesz. - uśmiechnęłam się do niego i skradłam kolejnego całusa.
____________________________________________________________



THE END, tak wiem - krótki za co baardzo przepraszam, ale niebawem pojawi się następny. :) ♥♥ 
W Chpter'ze 38 ślubik Gemmy i trochę +18! Buahahahah. :D 

Kocham xoxo



czytasz = komentujesz!

5 kwietnia 2014

Chapter 36 - specjalnie dla Faith ♥


Ze specjalną dedykacją dla kochanej Faith-graphicgeek za wspaniałe okładki, manipy i szablony. Dziękuję, kochana. ♥

KATNISS'S POV:

- No kurwa mać! - przeklęłam i zaczęłam hamować, kiedy sarna przebiegła mi przed maską. - Nienawidzę jeździć przez las! Nigdy więcej nie będę brała pod uwagę konwersacji z Tobą na temat "jazdy na skróty". - mruknęłam z dezaprobatą na co Harry tylko pokręcił głową i zaczął chichotać.
- Nie wyolbrzymiaj, kochanie. Przecież jej nie potrąciłaś. - spojrzałam na niego ze strzelającym piorunami wyrazem twarzy. - Pięknie wyglądasz, jak się złościsz.
- Uważaj, bo się zarumienię! - rzuciłam sarkastycznie i lekko się do niego uśmiechnęłam.
- Ej! - warknął i pacnął mnie w ramię na co zaczęłam się śmiać. Droga przeminęła bardzo szybko i w dobrych humorach dojechaliśmy do mieszkania Harry'ego.
- Nie przestrasz się, proszę. - mruknął i automatycznie opuścił głowę, kiedy otworzył przede mną drzwi.
- O cholera. - nie wierzyłam własnym oczom. Wszędzie pełno porozwalanych butelek po piwie i wódce, gdzieniegdzie brudne ubrania, stłuczone donice z kwiatami, zbita mikrofalówka leżąca na ziemi. Czy ja śnię?
- Nic nie mów, ja powiem. - odwrócił mnie w swoją stronę i odważnie spojrzał mi się w oczy.
- Jak to się stało? - wyjąkałam i głośno przełknęłam ślinę co chwilę odwracając głowę w różne strony.
- Nie było Cię, a ja nie dawałem rady. Wiesz, potrzebowałem wyładować z siebie całą złość. - powiedział nieco skrępowany i ręką przetarł kark podczas gdy drugą trzymał na moim ramieniu. Przytuliłam się do niego, a on jakby zaskoczony oddał uścisk. Staliśmy tak w siebie wtuleni na środku pobojowiska, które sam wyrządził.

***

+18, ziomeczki !
Serce zaczęło mi bić jak oszalałe, myśli przelatywały jak bolid Formuły 1, ale mimo tego - poddałam się Harry'emu. Nie byłam w stanie nad tym zapanować. Pożądanie przyćmiło mój zdrowy, a może i nie, rozsądek. Przez cały czas nasze usta były nierozłączne, czułam, jak żar namiętności ogarniał moje całe ciało i jak bardzo go pragnęłam. Harry gwałtownie szarpnął za moją koszulę w kratę, której guziki puściły niemal natychmiast, rozsypując się dźwięcznie po całym zaśmieconym salonie. Delikatnie ściągnął ją z moich ramion i zaczął dobierać się do stanika, kiedy nagle ruchem dłoni zatrzymałam go.
- Nie. - przerwałam pocałunek i mruknęłam potrząsając głową, na co on tylko kiwnął potwierdzająco. Przełożył przez głowę swoją białą bokserkę, która idealnie opinała jego umięśnioną i wymalowaną atramentem skórę i rzucił gdzieś w obrębach pozostałych ubrań. Złapał mnie delikatnie za rękę i pociągnął na górę po schodach do sypialni, która była zadziwiająco czysta i schludna. Czerwona pościel ułożona pod linijkę i zasłony przy oknie idealnie kontrastowały z meblami. Znów zaczęliśmy się całować, a dłoń Harry'ego zawędrowała niżej - pod moje spodnie, gdzie pośpiesznie odpiął guzik i zsunął je z moich nóg. Uklęknął, a ja potrzymałam się jego ramion, kiedy delikatnie ściągał je z moich stóp i również jak pozostałe rzeczy wyrzucił gdzieś na podłogę. Podbrzusze paliło mnie jak nigdy dotąd, a przyjemne dreszcze co rusz przeszywały moje ciało. Harry sięgnął i szybko zrzucił z siebie swoje spodnie. Staliśmy teraz przed sobą w samej bieliźnie. Czułam się naga i zakompleksiona. Chłopak bezczelnie obleciał mnie wzrokiem od stóp do głów i oblizał dolną wargę.
- Taka seksowana. - wychrypiał, a moje zmysły zaczęły odprawiać indiańskie tańce podobne do czegoś w rodzaju kankana na rozpalonym węglu. Złapałam chłopaka za rękę i pociągnęłam go w stronę łóżka, na którym chwilę później już leżeliśmy.
- Lubię jak dziewczyna jest na dole. - wychrypiał mi na ucho i lekko je przygryzł. - Tak niewinna. - nagle mocno wpił się w moje usta, a nasze języki zaczęły odgrywać walkę między sobą o przewagę i wytrzymałość. Cały czas chłopak przytrzymywał mnie za biodra, a ja miałam ręce wplątane w jego pokręcone włosy. Harry ze swoim dotykiem przeszedł od bioder, poprzez brzuch do obramowania moich majtek, które zaczął delikatnie zsuwać z moich bioder. Poniosła mnie chwila i nie zaprzeczyłam mu. Wiedziałam, że nie skrzywdzi mnie. Czułam się bezpiecznie. Chłopak wsunął swoją rękę w kierunku mojej kobiecości. Zarówno jego, jak i mój oddech stawał się coraz cięższy. Byłam jak oszołomiona. Całkowicie zatraciłam się w ogniu, który niepowstrzymanie buzował w moich żyłach, a gdy tylko wsunął głęboko palce do mojej kobiecości, wstrząs gwałtownej rozkoszy niemalże odprowadził mnie od zmysłów. Z trudem dochodziłam do siebie. Upajałam się tą cudowną chwilą spełnienia. Erekcja Harry'ego dawała się coraz bardziej we znaki poprzez jego cienkie, czarne bokserki. Chwycił mnie za biodra i przyciągnął siłą do siebie. Spojrzeliśmy sobie w oczy, po czym zamieniliśmy się miejscami, a ja z impetem zsunęłam się w dół. Harry drżał w oczekiwaniu na nadchodzącą przyjemność, a gdy tylko uporałam się z jego bokserkami westchnął głęboko. Twardy i gruby narząd, wystrzelił z majtek, jak z procy. Ledwie byłam w stanie objąć swoją drobną dłonią jego okazałą męskość i zaczęłam delikatnie ją masować. Przeciągły jęk Harry'ego wypełnił całą sypialnie, a nogi zrobiły mu się jak z waty. Wiedziałam doskonale, że odwleka, to co nieuniknione. Pulsujący "przyjaciel" wystrzelił nasieniem niemal natychmiast nim zdążyłam wziąć go do ust. Miałam wrażenie, że jego serce wyrwie się za chwilę z piersi, a nogi całkowicie odmówią mu posłuszeństwa. Uśmiechnęłam się chytro i namiętnie pocałowałam chłopaka w usta, oblizując przy tym jego dolną wargę.

Nagle usłyszałam huk i trzask. Podskoczyłam gwałtownie i prawie spadłam z łóżka. Harry szybko podniósł się i wciągnął na siebie bokserki.
- Zastań tu. - wskazał na mnie palcem i podszedł do komody, z której szuflady wyciągnął pistolet. Siedziałam jak zahipnotyzowana, ale gdy doszłam do siebie szybko wciągnęłam na siebie majtki i przełożyłam przez głowę koszulkę Harry'ego, która była sporo ode mnie większa.
- Uważaj. - mruknęłam i usiadłam na łóżku nerwowo bawiąc się końcami włosów co rusz zaplatając z nich warkoczyki. - Proszę Cię...
- Dobrze, kochanie. - powiedział, zostawił mi soczystego buziaka na czole i wyszedł cicho z pomieszczenia. Ja natomiast nie mogłam usiedzieć na miejscu. Myśli, które przelatywały mi przez myśli nie były zbytnio przyjemne i godziwe.

***

Minęło już około 20 minut, jak Harry stąd wyszedł. Nerwowo siedziałam z łokciami na kolanach i co chwile ciągnęłam się w stresie na włosy. Po chwili drzwi się otworzyły, a w nich stanął Harry wraz z Niall'em, który szeroko się uśmiechał. Harry ponuro na mnie spojrzał.
- Niall z nami zamieszka. - wydukał, a ciemność ogarnęła oczy Harry'ego.







czytasz = komentujesz!

2 kwietnia 2014

Chapter 35

KATNISS'S POV: 
Stanowczo widać poprawę jeżeli chodzi o stan zdrowia Harry'ego. Jeszcze dwa tygodnie temu leżał na łóżku wyczerpany i pozbawiony resztki sił, a teraz jest już z nim o wiele lepiej. Stałam właśnie przy oknie na sali, gdzie obecnie był mój chłopak. Usłyszałam skrzypnięcie łóżka i odwróciłam się na pięcie w tamtym kierunku. Harry siedział przodem do mnie i macał ręką swoje mięśnie bicepsowe.
- Sflaczały! - jęknął jak mała dziewczynka, a ja wybuchnęłam śmiechem jak bomba atomowa. Spojrzał na mnie z uniesioną brwią. - Śmieszy Cię to?
- Oczywiście, kochanie. - musnęłam do w policzek i wyszłam z sali dalej się śmiejąc. W dobrym humorze skierowałam się do tutejszej kawiarni po kawę. Należy mi się. Przesiaduję tu dzień za dniem, mam dość, ale Harry mnie potrzebuje. Może nie tyle fizycznie, co psychicznie.

- Co dla Pani? - powitał mnie szeroki uśmiech ekspedientki, która odbijała nerwowo palce od lady.
- Latte Macchiato, poproszę. - poczekałam grzecznie na swoje zamówienie, zapłaciłam należne kobiecie pieniądze i pociągnęłam łyk delektując się smakiem tego mojego niecodziennego rarytasu. Pewnym krokiem przeszłam przez drzwi, a na szpitalnym łóżku rozciągnięty po całości leżał Harry. Nogę miał już prawię zdrową, a jedynymi rzeczami która jeszcze utrudniały mu życie były szwy na czole i opatrzony bandażami bark, który tak jak przypuszczałam wyskoczył mu ze stawu. Biedny...
- Tęskniłem. - wystraszyłam się, a pojemnik z kawą wyślizgnął mi się z dłonie upadając i brudząc podłogę. Harry chamsko się do mnie uśmiechnął i obserwował moje poczynania. - Myślałaś, że śpię, Malinko?
- Jejku. - usiadłam na sąsiednim łóżku i złapałam się za miejsce pod którym powinno znajdować się serce. - Prawie zawału nie dostałam! - spojrzałam na chłopaka, a po chwili oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Rzuciłam porozumiewawcze spojrzenie Harry'emu i wyszłam szukając jakiegoś mopa, czy coś, jednak na marne. W całym szpitalu nie było ani mopa ani Pani woźniej, która mogłaby mi bardzo pomóc. Wróciłam zrezygnowana do Harry'ego, który siedział teraz i wpatrywał się w kolorowe pudełko zwane telewizorem.
- I co? - zapytał beznamiętnie i dalej oglądał bodajże... piłkę nożną. Sięgnęłam do swojej torebki i zaczęłam wycierać podłogę chusteczkami higienicznymi, które w niespodziewanie krótkim czasie zniknęły. 
***
Kiedy pozbyłam się plamy z podłogi ciężkim krokiem podeszłam i usiadłam obok Harry'ego. W telewizji nadal leciało to samo, na co głośno westchnęłam tuż po chwili czując na sobie wzrok Styles'a.
- Co? - zapytał i objął mnie ramieniem, które nijak było spokrewnione ze zranionym barkiem.
- Kiedyś grałam, ale później przestałam. - dalej wpatrywałam się w ekran przypominając sobie chwile, w których mogłam wykazać się na boisku.
- Czemu nadal nie grasz? - zapytał i mocniej przycisnął mnie do siebie.
- Nie mam tej determinacji, która kierowała mną kiedyś. Nie potrafię jej odnaleźć. - wzruszyłam ramionami i oparłam głowę o ramię Harry'ego.
- Znajdziemy ją, kochanie. - mruknął mi cicho do ucha, a po chwili zaczął całować jego płatek schodząc przez żuchwę. Zachłannie i z uczuciem wpił się w moje usta. Ssałam jego dolną wargę podczas gdy on przygryzał moją górną. Ręka Harry'ego zjechała w dół moich pleców, ale zaraz wróciła na swoje poprzednie miejsce.

HARRY'S POV:
Kurwa nareszcie mogę wrócić do domu! Nie mam ochoty ani chwili dłużej zostać w tym jebanym szpitalu, gdzie śmierdzi bandażami i chemią. Złapałem Malinkę za rękę i pociągnąłem w kierunku recepcji, gdzie ich zadaniem było wypisać mnie i dać pozwolenie na wyjście. Jestem zadowolony, że ból nogi ustąpił i nie muszę poruszać się na wózku niczym inwalida. Tego by było już za wiele...
- Pan... - recepcjonistka zająkałą się i spojrzała na mnie nerwowo.
- Harry Styles. - dokończyłem jej zdanie i uśmiechnąłem się szeroko czując wypalającą dziurę spowodowaną przez wzrok Katniss.
- Zgadza się. - kobieta wystukiwała coś na komputerze dumnie wypinając swój duży biust w moją stronę. Będę miał przejebane, bo Malinka mocniej ścisnęła moją rękę. - Może Pan już iść.
- Dziękuję. - puściłem oczko kobiecie i spojrzałem na moją dziewczynę, która stała pusto się we mnie wpatrując. Czułem jej niechęć w stosunku do mnie, ale mimo tego pociągnąłem ją do wyjścia i przepuściłem kulturalnie w drzwiach.
Szliśmy w kierunku jej samochodu, który był widoczny, ale troszkę dalej zaparkowany. W dalszym ciągu nie odzyskałem swojego Range Rover'a, które wziął ode mnie Niall w ramach kaucji.
- Co to do cholery było, Harry? - mruknęła zdenerwowana, ale dalej maszerowała w kierunku zaparkowanego pojazdu.
- Nie rozumiem o co Ci chodzi. - kłamię jej w żywe oczy. Jak tak można?!
- Wiesz, doskonale to wiesz! - mruknęła zniecierpliwiona i zaczęła szukać kluczyki w swojej workowatej, ale całkiem przyzwoitej torbie.
- Moja zazdrośnica. - złapałem ją mocno w pasie i boleśnie przyparłem do drzwi samochodu. Jęknęła i upuściła torbę, ale w jej oczach zaiskrzyło pożądaniem. Pochyliłem się do jej szyi i złożyłem delikatny pocałunek, a Katniss zarzuciła swoje ręce na mój kark i wplątała swoje palce w moje włosy. Poczułem falę przyjemności, która przebiegła przez całe moje ciało motywując mnie do dalszego działania. Zszedłem z pocałunkami w kierunku obojczyka i gdy osiągnąłem swój cel mocno złapałem w zęby jej delikatniutką skórę i mocno ją zassałem. Usłyszałem ciche pojękiwanie, co bardziej na mnie zadziałało.
- Boli. - jęknęła i gdybym jej nie trzymał pewnie upadłaby na ziemię. Tak bardzo za nią tęskniłem!
- Wytrzymaj kochanie. - poprawiłem swoje dzieło i przejechałem językiem zwilżając ugryzienie ulokowane w centralnym punkcie jej niebiańskiego obojczyka. Spojrzałem zadowolony na formującego się siniaka i szeroko się uśmiechnąłem. - Jesteś moja.
- Jedziemy? - zapytała i ręką niby przypadkowo musnęła moje krocze, po czym "przyjaciel" zaczął wariować. Szybko wciągnąłem powietrze na co dziewczyna tylko się zaśmiała, podniosła torbę z ziemi i wsiadła na miejsce kierowcy. Chwilę później zająłem miejsce obok niej i szeroko się uśmiechnąłem zmieniając stację radiową.
- Kotku, zapomniałeś? Kierowca ma wyłączne prawo do rządzenia radiem. - spojrzała na mnie wesołym wzrokiem i włączyła znów tę samą stację, co poprzednio. Westchnąłem ciężko.
- Nie lubię jeździć samochodem nie będąc kierowcą. - mruknąłem ponuro wlepiając wzrok w deskę rozdzielczą.
- No to masz problem. - wzruszyła ramionami, pocałowała mnie w polik i wcisnęła pedał gazu poluźniając sprzęgło. Mam na nią ochotę, szaleńczą. Tej nocy będzie krzyczała moje imię. Tym razem nic mnie nie powstrzyma nad zrealizowaniem mojego planu, NIC! 


_____________________________________________________________________________________________

Jezu nie wierzę w to co widzę! Mamy już ponad 7 tys. wyświetleń. Jestem szalenie podekscytowana, że ktoś czyta moje wypociny, przemyślenia i filozofie. :)
Dziękuję za wszystko! ♥
Zachęcam do komentowania - im więcej komentarzy, tym częściej będą pojawiały się nowe rozdziały!

1 kwietnia 2014

Chapter 34

KREW
KAWAŁKI METALU I SZKŁA
DZIEWCZYNA
PRAWIE MARTWY CHŁOPAK
KRZYKI
BÓL
SYRENY
WALKA O ŻYCIE


Siedziałam sama w poczekalni odchodząc od zmysłów. Dlaczego zawsze ja muszę mieć przejebane? Zasłużyłam sobie w jakiś sposób na to, a może zrobiłam coś nieodpowiedniego i teraz ponoszę za to karę? Nie sądzę.

Spojrzałam na zegarek w telefonie. Było dobre kilka minut po pierwszej w nocy, a ja bezczynnie czuwałam i krztusiłam się przez łzy, które z prędkością światła przelewały się przez moje oczy. Lekarz dał 30% szans na to, że Harry powróci do zdrowia. Niewykluczone, że będzie skazany również na kalectwo z czym będzie musiał żyć aż do śmierci.
Nerwowo zaczęłam bawić się palcami, które później wplątałam mocno we włosy sprawiając sobie przy tym ogromny ból. Nagle podskoczyłam niczym niegdyś Adam Małysz na skoczni, kiedy czyjaś dłoń wylądowała na moim ramieniu.
- Spokojnie. - kiwnął do mnie Zayn i lekko się uśmiechnął.
- No co Ty nie powiesz... - burknęłam i oparłam łokcie o kolana.
- Wiem, że nie jest łatwo, ale on da radę. Do cholery to jest Harry Styles. - zaśmiałam się w duchu i spojrzałam na chłopaka, który wciąż trzymał rękę na moim ramieniu. Pociągnęłam nosem i bez pozwolenia mocno się do niego przytuliłam. Nie protestował, tylko również mnie objął i złożył lekki pocałunek na czubku mojej głowy. Niespodziewanie drzwi od sali operacyjnej otworzyły się, a ze środka wyłonił się lekarz wraz z trzema pielęgniarkami, które ciągnęły za sobą łóżko, na którym leżał Harry.
- O mój Boże.. - jęknęłam i zakryłam usta dłonią, kiedy zobaczyłam lokowatego podpiętego do miliona kabelków, które utrzymywały go w dobrym stanie. Wyrwałam się z objęć Zayn'a i podbiegłam do lekarza. - Co z nim?!
- Niech Pani się uspokoi, jedzie do domu i przyjedzie tutaj jutro. - odparł spokojnie i ominął mnie podążając za pielęgniarkami.
- Proszę, niech mi Pan powie .. - jęknęłam płaczliwie.
- Będzie żył, ale niewykluczone, że na wózku. - lekarz lekko się uśmiechnął. - Niech zabierze ją Pan do domu. - skierował się do mulata i odszedł wpisując coś w kartę pacjenta. Ręce wpadły mi w drgawki, a w sercu czułam coś w rodzaju ... topnienia. Czy moje serce znika?

** kilka godzin później **


Obserwowałam przez okno na korytarzu szpitala jak niebo zmienia swój odcień od błękitu przez pomarańcz do fioletu, by wreszcie przeistoczyć się w bezkres ciemnego granatu. Wiatr wiał z lekkością, która była wręcz zadziwiająca zważając na porę roku. Siedziałam w bezruchu dobre kilka godzin. Moje myśli błądziły po nieznanym, poczynając od wszystkiego i kończąc na niczym. Większość osób, będąc na moim miejscu pewnie zachwycałaby się pięknym widokiem jaki się tutaj rozciągał. Problem tkwi w tym, że ja niewyobrażalnie cierpię i nie potrafię normalnie żyć wiedząc, że mój chłopak - chyba mogę go tak nazwać, prawda? Nie ważne. (...) że mój chłopak ścianę obok walczy teraz o pierdolone życie. Nie musiałby tego robić, gdyby nie ja.
- Chodź! - warknął Zayn ciągnąc mnie mocno za rękę podczas, gdy ja chciałam zostać. Położyli Harry'ego na OIOM'ie... Pierdolony wyścig!
- Zrozum! Nigdzie nie idę! - wrzasnęłam, a drobna kobieta w szlafroku spojrzała z odrazą na Malik'a.
- Obiecuję, że przywiozę Cię tutaj jak tylko się wyśpisz. - powiedział nieco spokojniej jakbym była małym dzieckiem z przedszkola, które nie rozumie tego co chce przekazać mu opiekun. Głośno westchnęłam i ustąpiłam wlecząc się wolnym krokiem za Zayn'em.

***

Siedziałam przy łóżku mocno ściskając rękę Harry'ego. Była tak delikatna, jedwabna w dotyku, jakby rączka małego dziecka. Pociągnęłam ją w kierunku mojej twarzy i najlżej jak potrafiłam ucałowałam jej knykcie.
- Katniss. - zachrypnięty, niski głos przywitał mnie. Szybko uniosłam oczy do góry i ujrzałam zielone tęczówki, które skanowały mnie na wylot. Tego głosu pragnęłam. Chciałam go usłyszeć i delektować się przyjemnością, którą mi przynosi.
- Harry. - mruknęłam a jedna łza spłynęła po moim policzku.
- Nie płacz, kochanie. Nie mogę na to patrzeć. - był słaby, bardzo słaby. - Chodź do mnie, proszę Cię. - wymamrotał ledwo słyszalnie, ale na tyle bym wiedziała co mówi.

HARRY'S POV:


Nie czułem nic. Ból ustąpił, a ja spałem. Bynajmniej tak mi się wydawało do czasu, kiedy poczułem delikatny pocałunek na moich knykciach. Monotonnie uniosłem powieki do góry, a widok jaki mnie przywitał mocno dźgnął mnie w serce. Moja Malinka siedziała zgarbiona na krzesełku i mocno ściskała moją rękę. Wyglądała jakbym umarł.
- Katniss. - mruknąłem bardzo cicho, gdyż ciężko było mi zdobyć się na odwagę by odezwać się do niej po tym co się wydarzyło.
- Harry. - prawie pisnęła płaczliwym tonem i uroniła łzę. Jedną, niewinną, ale na tyle silną by bardziej mnie zranić.
- Nie płacz, kochanie. Nie mogę na to patrzeć. Chodź do mnie, proszę Cię. - delikatnie objąłem ją ręką, która nie była w gipsie i przyciągnąłem do siebie. Objęła mnie najdelikatniej niż wszystkie inne osoby, które kiedykolwiek w życiu przytulałem.
- Powiedz mi, że mnie potrzebujesz. - powiedziała i spojrzała na mnie oczami, które kusiły miłością.
- Potrzebuję Cię. - powiedziałem i zamknąłem oczy, kiedy chciałem zmienić pozycję, a ból nogi skutecznie mi to uniemożliwił. Jestem cholernym słabiakiem. - Mimo, że było mi bardzo ciężko.
- Ze mną? - podniosła głowę z mojej piersi łapiąc moje tęczówki.
- Bez Ciebie, Słońce. - złożyłem delikatny pocałunek na jej ustach nie martwiąc się, że popełniam duży błąd. Piękne, pełne, zaróżowione, a w skrócie Malinowe usta. Tak bardzo ją kocham.




*CZYTASZ = KOMENTUJESZ *