23 maja 2014

Epilog


UWAGA! UWAGA! Nietypowy epilog, który może spotkać się z dużą KRYTYKĄ!

____________________________

Opowiadanie pełne wydarzeń - mówią. 

Moje ulubione opowiadanie - mówią. 

Masz talent - mówią.

A jaki był tego wszystkiego cel? Po co to?
Opowiadanie, a żeby było bardziej ściśle - "Fan Fiction". Historia o miłości, zdradzie i zaufaniu. Można wymieniać więcej cech, ale te są najważniejsze i określają całość w czymś małym. 

Ale wracając : "jaki był tego wszystkiego cel?". 

Opowiadanie miało na celu uświadomienie Wam, jak to w życiu bywa. Nie zawsze mamy z górki. Życie nie jest piękne. Są przypadki, kiedy wszyscy się od Ciebie odwracają, dopuszczają do sytuacji, w których masz ochotę zionąć ogniem i odejść. Na chwilę. Na moment. Na dłuższy czas. Na zawsze.

Katniss nie mogła przewidzieć takiego obrotu spraw. Była bardzo dzielna, prawda? Miała dwóch mężczyzn - jeden ją zawiódł, zdradził i pozwolił, aby ją skrzywdzono. Drugi? Pokochała go i wiedziała, że to uczucie nie jest chwilowe.

"Kobieta kocha tylko raz w życiu" - powiedział ktoś kiedyś. Czy tą jedyną osobą jest właśnie Harry?
Od groma pytań, na które nie znamy odpowiedzi. Milion myśli i czasu.
Trzeba walczyć, ale tylko wtedy, kiedy warto walczyć. A czy było warto? Będzie warto? Jest warto?
"Znasz ludzi, którzy idą gdzieś tylko po to, żeby zaraz stamtąd uciec? Taka właśnie jesteś!" - mógł powiedzieć Styles, ale przecież Katniss miała powody by odejść.

A czy Ty nie odeszłabyś? Ja bym rzuciła wszystko w pizdu. Pognała przed siebie w poszukiwaniu szczęścia.

Katniss zrobiła tak, jak zrobiłabym JA.

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ


"(...) na końcu i na początku jest samotność" - JAMAL (DEFTO)

19 maja 2014

Chapter 45 - "Where are you?"

Rozdział pisany w czasie teraźniejszym - oceńcie, czy druga część również ma być w teraźniejszym, czy wolicie abym pozostała na czasie przeszłym, jak dotychczas? :)
Miłego czytania! Do następnego! xoxo
_________________________________________________

Ręce pocą mi się ze stresu. Świadomość ciągle podpowiada mi, że to normalne. Każdy by tak zareagował będąc w tym miejscu i w tym czasie. Każdy, prawda? Wypuszczam powietrze z płuc i przecieram ręką czoło. Furgonetką kieruje Niall. Obok siedzi Louis, zaś z tyłu ja i Liam. Nerwy szarpią moje pokruszone już myśli. Na zewnątrz panuje mrok, totalna ciemność, która opanowała już każdy kąt. Oczami skanuję wszystkie twarze moich towarzyszy. Wydają się być całkiem spokojni. W zasadzie też powinienem taki być. Powinienem udowodnić, że jestem silny i potrafię osiągnąć postawiony sobie cel. Miernie.
- Stary, wyluzuj. - mówi Liam i klepie mnie pocieszająco w ramię. Posyłam mu lekki uśmiech i odwracam głowę spoglądając w niebo posypane jakby wiórkami, które w tym przypadku są gwiazdami. Piękne, dziewicze. Uwielbiam gwiazdy. One jako jedyne są naturalne. W całym stopniu stworzone przez naturę. Nie są sztuczne i oschłe. Zapytasz, dlaczego? Ponieważ nieszcząca ręka brudnego człowieka jeszcze do nich nie dotarła. Nie mogła zniszczyć tego, co mają najcenniejsze.
- Zaraz będziemy, szykujcie się. - mówi Niall i przyśpiesza samochód tak, że nasza prędkość osiąga już prawie 200KM/h. Łapię w dłoń ładunek wybuchowy, którego moim zadaniem jest podłożenie w wyznaczonym miejscu. Będę miał dokładnie pięć sekund na ucieczkę. W momencie wybuchu powinienem być w odpowiedniej odległości, a cały gang tych skurwieli w środku. Biorę jeszcze głębszy oddech, zamach dłoni i z siłą uderzam się w policzek. Chłopaki rzucają mi pytające spojrzenia na co parskam śmiechem.
- To dla rozbudzenia. - mówię w momencie, w którym samochód się zatrzymuje. Liam rozsuwa potężne drzwi by udostępnić mi wyjście.
- Powodzenia - rzuca Niall, kiedy jesteśmy już na zewnątrz.

LIAM'S POV:

Harry wybiega razem z Louis'em z samochodu. Louis odbezpiecza broń i staje w odpowiedniej odległości by ubezpieczyć Harry'ego. Wydaje się dziwnie spokojnie, ale przez zasłonięte żaluzje widać poruszające się sylwetki mężczyzn. W tym przypadku sprawców, którzy stracą życie. Biorę w rękę komputer, który ma władzę nad ładunkiem. W momencie, w którym Harry zniknie za ścianą mam za zadanie odliczyć do pięciu, a następnie wcisnąć guzik. Louis kuca przy wielkim głazie mając cały czas broń w gotowości. Harry wchodzi za ścianę. To musi być szybka akcja. Szybsza niż ktokolwiek może się tego spodziewać.

5

4

3

2

1


Wciskam guzik. Słychać huk. Miliony kawałeczków tryskają w niebo z ogromną siłą. Od samochodu odbijają się pojedyncze odłamki całego budynku, który w tej chwili runął na ziemię. Do samochodu podbiega przestraszony Louis, którego ręce drżą. Otwiera drzwiczki i wsiada do środka. Panika ogarnia całe moje ciało powodując niechciane dreszcze przebiegające wzdłuż mojego ciała. Harry'ego nie ma. Harry'ego Edward'a Styles'a nie ma! Kurwa.
- Chłopaki. - mówię drżącym głosem i spoglądam na nich. Oboje siedzą na przednich siedzeniach. Louis wygląda jakby zobaczył ducha, a Niall twarz ma schowaną w dłoniach. Słyszę pukanie w szybkę obok mnie. Odwracam głowę, a moje oczy napotykają zakurzonego chłopaka, którego zbyt długie loki oklapły na ramiona. Rozsuwam drzwi furgonetki, a Harry dzielnie wkracza do środka.
- To było zajebiste! - prawie krzyczy i klaszcze w dłonie szeroko się uśmiechając. Posyłam mu uśmiech czując, że właśnie jeden odłamek budynku spadł mi z serca. Oczywiście w przenośni.
- Boże, Styles! - jęczy Louis i odwraca się do tyłu by posłać mu lekki uśmiech podczas, gdy Niall odpala maszynę i odjeżdża z piskiem opon.
- Tak, to moje nazwisko. - mówi, zapina pasy i dłońmi gładzi twarz.
- Idiota. - mruczy Louis, czego Harry nie zauważa, bo nawet nie reaguje. Zaskakuje mnie telefon wibrujący w mojej kieszeni. Wyciągam go i palcem wskazującym odbieram połączenie, kiedy na wyświetlaczu wyskakuje imię mulata, którego zadaniem było by pilnował Katniss. Naciskam zieloną słuchawkę i unoszę głośnik do ucha słysząc w nim głośne dyszenie.
- Tak, słucham.
- Liam? Boże, Liam! - krzyczy Malik, a jego oddech jest niespokojny.
- Co się stało? - mówię, a niezrozumiały wzrok Harry'ego ląduje na mojej twarzy.
- Jest kurewsko źle! Przyjedźcie szybko! - wrzeszczy, co powoduje u mnie totalne zawroty głowy. Zazwyczaj to Zayn jest tym wyluzowanym. Teraz natomiast zachowuje się, jak największy panikarz świata.
- Co się stało?! - pytam poważnie i unoszę brwi do góry. Słyszę tylko westchnięcie i połączenie zostaje przerwane. Odrywam telefon od ucha, blokuję ekran i chowam go do kieszeni.
- Co jest? - Harry patrzy na mnie dużymi oczami i nerwowo tupie nogą w podłogę.
- Nie wiem, stary. Coś się stało złego, bo Zayn panikuje. - mówię i pocieram ręką kark patrząc w szybę. - Niall mógłbyś szybciej?

HARRY'S POV:

Jako pierwszy wpadam do mieszkania Liam'a i Skylet. Nie interesuje mnie nawet ściągnięcie butów, tylko szybko brnę do salonu. Zastaję tam blondynkę i Zayn'a, którzy siedzą na sofie. Skylet w kącikach oczu ma łzy, a mulat ma napięte mięśnie w każdej części ciała.
- Gdzie Katniss? - rzucam szybko i podchodzę do nich. Nikt nie odpowiada tylko oboje tępo patrzą przed siebie. - Ej! - warczę, a Skylet podaje mi liścik, który wcześniej mocno trzymała w ręce. Do mieszkania wpada reszta chłopaków, a ja odginam kartkę, która wcześniej była złożona na pół.

Włącz muzykę :
A jak się skończy to włącz to :



Moje Anioły

Zostawiłam Was, paskudnie z mojej strony prawda? Nie zniosę dłużej tego, co dzieje się w moim życiu. Chcę odpocząć. Piszę list głównie do Harry'ego, w którym zakochałam się. Zakochałam się potwornie, absolutnie, bezwzględnie, bezrozumnie, na zawsze. To uczucie się nie zmieni. Będę z Tobą zawsze, kiedy tylko sobie o mnie pomyślisz, obiecuję. Ale teraz biorę na wstrzymanie. Uciekam ...
Najwyższy czas się ogarnąć i zacząć jakoś układać sobie życie. Zabieram ze sobą tylko te dobre wspomnienia. Postaram się zapomnieć o tych złych. Gwałtach, pobiciach, zawodach ... Wiesz jak bardzo Cię pragnęłam? Jak przy każdym najkrótszym spotkaniu chciałam Cię mieć na własność? Jak każde słowo wypowiedziane z Twoich ust tkwiło przez długi czas w mojej podświadomości? Jak chciałam być najlepsza, doskonale dobra dla Ciebie? Spieprzyłeś, dosłownie. Sprawiłeś, że teraz właśnie uciekłam. Czytasz to? Możliwe, że jestem już poza miastem albo nawet poza państwem? Na drugim końcu ziemi. Jak najdalej od Ciebie.
Dziękuję Skylet za możliwość mieszkania u niej i za to, że miałam tą świadomość, że potrafię powiedzieć jej wszystko.
Dziękuję Niall'owi, który zabrał mnie z tej stacji benzynowej. Tęsknie co prawda za Cameron'em - moim współpracownikiem, ale dziękuję.
Dziękuję Liam'owi za to, że tak zadbał o moją przyjaciółkę.
Dziękuję Zayn'owi za to, że jako jedyny był. Zawsze..
Dziękuję Louis'owi za to, że potrafił się przyznać przed samym sobą. Skrzywdził mnie, ale przeprosił, a ja potrafiłam mu wybaczyć.
Dziękuję Harry'emu za .. nie. Mam prośbę raczej : Więcej mnie nie dotykaj.


Łzy spłynęły po moich policzkach. Czułem pustkę ogarniającą mnie. Mózg chce zrobić pauzę, ale to wysuszone serce nadal bije i powstrzymuje mnie od śmierci. Ratuje mnie. Czuję się jak śmieć.
I te słowa :

"Nie Dotykaj" , "Nie Dotykaj" , "Nie Dotykaj" , "Nie Dotykaj" , "Nie Dotykaj" , "Nie Dotykaj" , "Nie Dotykaj"
Na zawsze w moim sercu.



15 maja 2014

Chapter 44

Mozolnie uniosłam swoje powieki do góry napotykając pokój, w którym już wcześniej miałam przyjemność pomieszkać przez jakiś czas. Nic się nie zmieniło, tylko ja. Wszystko stanęło w miejscu, a jedynie moje serce zaczęło bić innym rytmem. Nie jest już beztroskie, tylko uważne. Zachowuje dystans. Uniosłam głowę do góry i ręką zasłoniłam twarz, kiedy promienie słońca podrażniły moje zaspane oczy. Sen dobrze na mnie prosperuje. Jest progres i to jest najważniejsze.
- Jak spałaś? - do pokoju weszła Skylet, która ubrana była w szeroki uśmiech. Zamknęła za sobą drzwi i odgarniając na bok moje nogi usiadła na łóżku. Uniosłam się na łokciach i wzruszyłam ramionami.
- Masz dobry humor, coś się stało? - zapytałam i przechyliłam głowę w bok oczekując od niej odpowiedzi.
- Nie ma Liam'a. - odpowiedziała, wstała i łapiąc za klamkę odwróciła się w moją stronę. - Ubierz się, zjesz śniadanie i pojedziemy do galerii.
- Oszalałaś?! - zapytałam i zmarszczyłam brwi zmieniając pozycję z półleżącej na siedzącą. - Nie mam pieniędzy, aby móc chodzić po sklepach.
- Gadanie. - machnęła ręką i wyszła trzaskając drzwiami. - Masz piętnaście minut! - krzyknęła bodajże z kuchni, bo stamtąd dochodził jej głos. Westchnęłam ciężko i opadłam z powrotem na poduszkę. Uniosłam nadgarstek na wysokość oczu i jęknęłam z niezadowolenia. Blizny ...

***

- Dokąd Ty kobieto mnie wieziesz? - zapytałam opierając łokieć o drzwi samochodu.
- Mówiłam, że jedziemy na zakupy. - mruknęła i nacisnęła przycisk klaksonu wydając przy tym głośny dźwięk spod maski samochodu. Przewróciłam oczami i spojrzałam przez szybę. Wszyscy Ci, których mijałyśmy po drodze byli zdumiewająco szczęśliwi. Dlaczego? Podoba im się życie na ziemi, jest w tym coś ciekawego? - Katniss, powiedz mi lepiej, jak się czujesz?
- Jak ścierwo. - mruknęłam i przymknęłam oczy rozkoszując się promieniami słońca, które w tym momencie ogrzewały moją twarz. Czułam na sobie spojrzenie Skylet. Nawet nie musiałam patrzeć, żeby wiedzieć, że jest pełne bólu, współczucia i chęci pomocy.
- A jak z Harry'm? - dlaczego ciągle zadaje te nurtujące pytania?!
- Trzymam dystans.
- Może coś więcej powiesz? - zapytała marszcząc brwi, kiedy przed nami zmaterializował się ogromny korek.
- Zawsze będę do Niego coś czuć i mieć tą cholerną słabość. Wiesz jak On pachnie? Tak, jak powinna pachnieć miłość. Niby banalnie - Hugo Boss, ale masz ochotę przebywać w jego towarzystwie. Kochasz go kurewsko mocno. A tu nagle podnosi na Ciebie rękę, zostawia Cię i co gorsza zdradza. To boli Skylet, a takich rzeczy się nie wybacza, nigdy...
- Na prawdę? Nie potrafiłabyś go pokochać jeszcze raz?
- Nie mam ochoty na żadne interakcje danego typu z kimkolwiek. - mruknęłam niezadowolona z konwersacji, którą prowadziłyśmy.
- Wcale nie chcesz kochać?
- Jest mi to bez różnicy. Harry wyprał mnie z uczuć. - wzruszyłam ramionami i rzuciłam jej pocieszający uśmiech podczas, gdy ona patrzyła na mnie jak na kosmitkę z planety Marsianki. - Nie patrz tak na mnie.
- Przepraszam, ale może powinnaś spróbować? - powiedziała miło i nadepnęła na pedał gazu wyprzedzając inne pojazdy. Nie odpowiedziałam. Zrobię to, co będę uważała za konieczne...

HARRY'S POV :

Wyszliśmy z domu, który zakluczyłem na klucz. Zayn wsiadł do swojego samochodu, Niall z Louis'em, a ja z Liam'em. Będziemy realizować zminimalizowany plan ułożony przez Liam'a. Wszyscy zdążyli wyjechać z piskiem opon z podjazdu, tylko jedynie został samochód Liam'a. Przyjaciel złapał mnie za ramię, które lekko uścisnął w geście pocieszenia.
- Jak się czujesz?
- Jak ścierwo. - mruknąłem i westchnąłem ciężko spoglądając na palce swoich rąk.
- A jak z Katniss?
- Nie chce ze mną rozmawiać. - syknąłem czując narastającą we mnie złość. Na prawdę ją kocham, a ona egoistka nie potrafi tego zrozumieć. Odstawia fochy, bo strzeliłem jej z liścia. Do cholery porwali mi siostrę, a ona nie posłuchała mnie i nie została tam, gdzie jej kazałem. Nigdy bym jej nie skrzywdził, a z blondynką z klubu umawiałem się na numerki jeszcze przed tym, jak poznałem Katniss na tej cholernej stacji. A co by było, gdybyśmy się nie znali? Na pewno nie cierpiałbym tak kurewsko mocno, jak teraz. Ona mnie niszczy.
- Dziwisz się jej? - zapytał swoim spokojnym i kojącym głosem. Na prawdę? Liam też twierdzi, że to moja wina? Czy jest ktoś, kto widzi wszystko z mojej perspektywy? Moja wina, bo jestem facetem, tak? Pierdolenie.. - Hazz, posłuchaj. Ona cierpi, bo została zgwałcona po raz trzeci w swoim życiu. Wini za to Ciebie, bo odkąd Cię zna to w jej życiu zachodzą maksymalne zmiany wprowadzane wraz z Twoją obecnością. Jej umysł funkcjonuje w ten, nie inny sposób. Zrozum ją. Każdy by się do Ciebie nie odzywał na jej miejscu. - powiedział szczerze i klepnął mnie w ramię, a następnie odpalił maszynę, której silnik wydał głośny ryk. A może on ma rację? On ma cholerną rację.
- Jedźmy już, proszę. - jęknąłem przecierając fakturą dłoni czoło. Jedziemy teraz do skrytki, która stoi zapomniana od momentu, w którym razem z Zayn'em i Katniss byliśmy w niej. Pamiętam, jak uczyłem dziewczynę strzelać z broni, by w razie zagrożenia na placu, kiedy odbijaliśmy Perrie mogła się bronić. Uratowała mi wtedy życie. Wspominając tę chwilę przez myśl przebiegły mi wszystkie momenty, które z nią przeżyłem. Liam ruszył autostradą do wyznaczonego celu, a ja obserwowałem ze skupieniem niebo, które przyozdobione było teraz w piękne słońce, które również mi się z nią kojarzy...
- Stary! - poczułem mocne szturchnięcie. Otworzyłem oczy i ujrzałem pochylonego nade mną Liam'a.
- Spałem? - zapytałem odpinając pasy i przeczesując ręką włosy.
- Nie, polowałeś na mamuty. - mruknął sarkastycznie i wysiadł z samochodu.
- Polowałeś na mamuty, bleble - przedrzeźniłem go i również opuściłem pojazd. Wolnym krokiem wszedłem do pomieszczenia, w którym siedziała już cała ekipa prócz Zayn'a, którego zadaniem było przypilnowanie Katniss.
- Od czego zaczniemy? - zapytał Louis i obkręcił się na zardzewiałym krześle.
- Jeździe do Billy'ego po granaty i załatwcie furgonetkę. Wysadzimy ich budę w drobny mak. - powiedział Liam przeglądając jakąś książkę, która zakurzona leżała na wielkim, drewnianym stole. Niall i Louis jak na baczność unieśli się do góry i opuścili pomieszczenie, by później ich samochód zniknął za bramą w kierunku najniebezpieczniejszej dzielnicy Londynu, do której nawet policja nie wjeżdża. Jest to dla nich zbyt ryzykowne.
- Zaraz wracam. - powiedziałem Liam'owi, który tylko kiwnął głową kontynuując robienie notatek. Wyszedłem i z kieszeni spodni wyciągnąłem pudełko. Otworzyłem je i złapałem w palce papierosa, którego chwilę później odpaliłem zapalniczką. Skąd go mam zapytasz? Od Zayn'a. Zabrałem z jego kurtki. Zaciągnąłem się, by po chwili wypuścić dym z ust. Poczułem tą cholerną ulgę. Z drugiej kieszeni spodni wyciągnąłem telefon i wykręciłem numer do mulata.
- Halo? - usłyszałem jego głos.
- Zayn? Tu Harry. - powiedziałem i strzepnąłem spaloną część z papierosa.
- Poczekaj. - szepnął i słyszałem, że krzyknął do kogoś, że zaraz wraca. - No?
- Co robisz? Jest tam Katniss? - pytania posypały się z moich ust, jak z kałasznikowa.
- Tak, jesteśmy w galerii. Skylet i Kat robią zakupy. - powiedział i jęknął z dezaprobatą. - Mam już dosyć! - zaśmiałem się i znów pociągnąłem truciznę.
- Kobiety.. - wypuściłem dym z ust.
- Zaraz, chwila. Ty palisz?! - wrzasnął, a na moją twarz wkradł się szyderczy uśmiech.
- Okazjonalnie. - mruknąłem i przydepnąłem niedopałek. - Dobra, kończę.
- Powodzenia, stary. - powiedział, a ja nie odpowiadając rozłączyłem połączenie. Wróciłem do Liam'a, który kurczowo się nad czymś zastanawiał. Wyglądał jak szalony naukowiec, który jest bliski olśnienia.
- Mam! - krzyknął i podskoczył z siedzenia uśmiechając się. - Jestem geniuszem!
- Skromnym, geniuszem - mruknąłem uśmiechając się delikatnie. - Co tam masz?
- Musimy działać bardzo precyzyjnie. Nie można dopuścić się ani jednego błędu. Ten, który będzie podkładał bombę musi uważać, bo jeżeli ona wybuchnie. - zaciął się i zmarszczył brwi. - Zaśnie na zawsze.
- Ja podłożę tą cholerną bombę.- warknąłem i zacisnąłem pięści. - Dla Katniss. 


czytasz = komentujesz!

11 maja 2014

Chapter 43

To już ten dzień. Dokładnie tydzień minął od tego zdarzenia, które za wszelką cenę staram się zakopać w mej pamięci i nigdy do tego nie powrócić. Nie odzywałam się się do Harry'ego, mimo to nie byłam samotna. Wsparcie Skylet i Perrie było dla mnie bezcenne. Rozumiały mnie, a przynajmniej Perrie, która mogę powiedzieć, że wcześniej również znajdowała się w podobnej sytuacji. Właśnie pakowałam swoje rzeczy i ścieliłam łóżko - o ile można to tak nazwać, gdy do pomieszczenia wkroczyli Zayn, Liam, Louis i Niall. Zdziwł mnie fakt, iż dogadali się ze sobą. Ostatnimi czasy rozmawiałam z Louis'em. W rzeczywistości jest to ciepły i pogodny chłopak, a kiedy mnie zgwałcił i nękał za każdym razem był pod wpływem narkotyków. Może jestem głupia wybaczając mu wszystkie krzywdy, ale każdy popełnia jakieś błędy, prawda? Jedni poważniejsze, a inni niezauważalne błahostki, które wcale nie wpływają na ciąg wydarzeń.
- Jak się czujesz? - podszedł do mnie Niall i zabrał mi z ręki torbę, którą chciałam założyć na swoje ramię.
- Jest lepiej, dziękuję. - odpowiedziałam, a chłopak lekko się uśmiechnął. Kątem oka widziałam minę Harry'ego, który spojrzeniem piorunował niebieskookiego. Zayn podszedł do mnie i złapał mnie pod rękę umożliwiając wydostanie się ze szpitala. Jedynymi osobami, którym w pełni mogę teraz zaufać są Liam, Zayn, Skylet i Perrie - oni jako jedyny mnie jeszcze nie skrzywdzili.

HARRY'S POV:


Sińce i wszystkie inne gówna na moim ciele nadal są chujowo widoczne. Nie zważam na to, bo w tej chwili
najważniejsza jest dla mnie Katniss. Spierdoliłem po całej linii. Dziewczyna może mi już nigdy nie wybaczyć, ale ja nie odpuszczę. Zemszczę się za wszystkie krzywdy, które zdołały ją dotknąć. Będę ją chronił ... do końca.
- Harry! - poczułem, że ktoś złapał mnie za ramiona i mocno potrząsnął.
- Co? - zapytałem unosząc brwi do góry i zlustrowałem Liam'a wzrokiem.
- Możesz do kurwy nędzy przestać się zadręczać i myśleć racjonalnie?! - warknął Niall i zmarszczył brwi, na co wyglądał bardzo dziecinnie. Zaśmiałem się i wygodniej rozsiadłem w fotelu sącząc łyk z mojej puszki z piwem, którą trzymałem w dłoni. Zorganizowaliśmy spotkanie w moim domu wcześniej odwożąc Katniss do Skylet. Mamy na celu załatwienie ich i tego zasranego gangu motocyklistów.
- Się odezwał. - prychnąłem i poprawiłem się na fotelu. Jak on może mnie pouczać i mówić co mam robić? Sam do chuja wziął udział w tym, co Katniss przecierpiała.
- Możesz mi powiedzieć, czy chcesz tego? Twoja postawa nie świadczy o tym. - powiedział Liam surowym tonem.
- Jeżeli nie chcecie mi pomóc to nie musicie. Sam powybijam ich wszystkich. - mruknąłem ochrypłym głosem i z hukiem odstawiłem puszkę na stolik obok.
- Przestań zachowywać się jak szczeniak! - wrzasnął Zayn, który do tej pory uważnie słuchał całej konwersacji, ale najwidoczniej tylko ja mu przeszkadzałem.
- Dobra!
- Skończcie. - powiedział Liam, który wcześniej zamknął oczy i głośno westchnął. - Louis załatwisz broń i bomby. Niall transport. Ja z Harry'm ustalimy plan, a Zayn zajmie się Katniss. - rozrządził na co zmarszczyłem brwi, a usta ściągnąłem w jedną wąską linię. - Jakiś problem, Hazzuś? - zapytał Liam i podparł się łokciami o kolana.
- Nie. - wzruszyłem ramionami.
- Chłopaki, do dzieła. - powiedział triumfalnie mulat, a wszyscy zerwaliśmy się ze swoich miejsc i opuściliśmy mój dom.


czytasz = komentujesz!
______________________________________________

Bardzo króciutki, ale taki miał być. Chcę Was poinformować, że koniec zbliża się jeszcze większymi krokami niż sądziłam. Ostatnim rozdziałem, który dodam będzie to rozdział 45 i Epilog. Drugą część zacznę pisać dopiero wtedy, kiedy będę miała gotowy szablon do blog'a, okładkę, pomysł i przede wszystkim CZAS.

Ten rozdział nie jest fajny - wiem. Ale chciałam Wam przedstawić plany, które będą realizowane w następnym rozdziale. Szkoda mi Katniss :c

DZIĘKUJĘ ZA KOMENTARZE, WYŚWIETLENIA! TO BARDZO DUŻO DLA MNIE ZNACZY.

P.S. Myślę, że w tym tygodniu pożegnamy się już z "Nie Dotykaj" :)

3 maja 2014

Chapter 42

"Jesteśmy tak młodzi, a tak zniszczeni."

Z wielką trudnością uniosłam powieki do góry. Byłam zmęczona i obolała w dolnych partiach ciała, a mój mózg nie pracował. Przywitało mnie słońce przebijające się przez żaluzje szpitalnej sali, w której leżałam teraz na metalowym łóżku, przykryta cienką, śmierdzącą i szarawą pościelą. Podniosłam się na łokciach do góry i przymrużyłam oczy stękając w międzyczasie z bólu spowodowanego moim nagłym ruchem. Po mojej lewej stronie, bliżej drzwi stało jeszcze jedno łóżko. Leżała na nim postać. Nie widziałam kto to, ale wyglądała jakby była martwa. Nie było widać ani unoszącej się klatki piersiowej - nic. Jedynie tylko pościel, która nieruchomo przykrywała ciało. Westchnęłam, opadłam ciężko na pościel i usnęłam. 

- Córeeeczko!
- Mama? - zapytałam z nadzieją i zaczęłam rozglądać się po sali.
- Tu jestem kochanie.
- Mamo! - powiedziałam entuzjastycznie odwracając się w kierunku, skąd pochodził tajemniczy głos.
- Katniss, słoneczko.
- Gdzie jesteś? - zapytałam z nadzieją wstając z lekkością ze szpitalnego łóżka. Gwałtownie się odwróciłam w kierunku okna, które było otwarte. Na parapecie stała wysoka, zgrabna kobieta o ciemnych blond włosach. Przypominała mnie i stąd wiedziałam, że jest moją mamą.
- Kocham Cię, pamiętaj o tym. - powiedziała głosem zjawy i wyskoczyła przez okno.
- Mamoo! - wrzasnęłam i podbiegłam do okna wychylając się przez nie. Widziałam tylko jak jej zgrabne ciało opada na ziemię i roztrzaskuję się tryskając krwią. - Mamo! Mamusiu! Niee! Błagam! Wróć! 


- Katniss! Obudź się, obudź! - poczułam mocne szarpnięcie. Otworzyłam oczy, którym ukazał się Niall. TO BYŁ TYLKO SEN, TO BYŁ TYLKO SEN, TO BYŁ TYLKO SEN... - Niall? - wrzasnęłam otwierając szerzej oczy. Chłopak posłał mi lekki uśmiech przytulając mnie delikatnie do siebie.
- Jak się czujesz? - zapytał troskliwie i spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami.
- Wszystko mnie boli. - jęknęłam i poczułam łzy spływające po moich policzkach. Miałam już tego dość, no ale płacz oczyszcza, wypędza z organizmu truciznę. Tak jak deszcz spłukuje brud, prawda? Roztrzęsiona spojrzałam na chłopaka i zmarszczyłam brwi, kiedy na łóżku obok leżał .. Harry? Wciągnęłam głośno powietrze, kiedy zaskoczenie wymalowało się na mojej twarzy. Na jego łóżku siedział uśmiechnięty Louis, który wcześniej jak mniemam prowadził z nim konwersację. Zaczęłam wzrokiem skakać po ich twarzach niezbyt orientując się, co do obecnej sytuacji.
- Znaleźliśmy Was. - powiedział Niall i ręką zmierzwił włosy z tyłu głowy. - Ciebie i Harry'ego w rowie. - dokończył i zmarszczył brwi formując usta w wyrazie lekkiego grymasu.

HARRY'S POV ; WSPOMNIENIA

Boli, bardzo boli. Na moich oczach widzę jak obcy mężczyzna gwałci moją byłą dziewczynę, którą w dalszym ciągu darzę przeogromną sympatią. Oddałbym za nią wszystko, jednak nie jestem wystarczająco silny, żeby postawić się sznurom obwiązującym moje dłonie i nogi oraz dwóm dobrze zbudowanym mężczyznom. Serce kraja mi się, kiedy widzę jak zdzierają z niej ubrania. Zaczynam się wiercić, a na nadgarstkach już wyczuwam siniaki formujące się na wskutek moich gwałtownych ruchów. Stróżka łez spływa po twarzy Katniss, kiedy facet wbija się w nią. Staram się krzyczeć. Czuję złość pożerającą mnie od środka. Wiem, że się zemszczę. Oni zginą, a ich krew będzie na moich dłoniach. Może pójdę do więzienia, może Malinka się do mnie więcej nie odezwie, ale będę miał pewność, że jej więcej nie skrzywdzą. Chciałbym być jej stróżem, mężczyzną, który poprowadzi ją przez życie. Będę dbał o jej dobro, bezpieczeństwo, wychowam z nią wspólne dziecko i będziemy żyli długo i szczęśliwie..

Bredzę głupoty. Dostałem w swoim życiu już taką szansę, jednak jej nie wykorzystałem. Jestem złym człowiekiem i nie potrafię nawet trzymać się tego, co trzyma mnie przy życiu. Kocham ją bardziej niż można to sobie wyobrazić. Oddałbym za nią życie, a teraz patrzę tylko, jak jest gwałcona. Jest to uczucie gorsze niż sztylet wbity w serce, a świadomość, że jest to moja wina tylko ciąży mi na sumieniu i nie pozwala racjonalnie myśleć. Ciągle wiercę się z dupą na krześle i nie mogę nic zrobić. Jakiś inny mężczyzna przytrzymuje mnie, ale nie zwracam na niego uwagi. Liczy się tylko ona, tylko ...

Łzy zaczynają spływać po moich polikach. Czuje tą cholerną bezsilność, która przygniata mnie do podłoża i nie daje oddychać. Zaczynam się dławić własną śliną, ale dalej walczę. Walczę z samym sobą. Próbuję pokonać własne słabości, obudzić w sobie tego smoka, który potrafi przeciwstawić się wszystkiemu. Kiedy jeden sznur na mojej ręce zostaje zerwany czuje ogromny ból spowodowany gwałtownym ciosem od obcego mężczyzny prosto w moją twarz.
- Sprawiasz problemy, szczeniaku. - mruczy pod nosem ten co mnie pilnuje i zadaje mi kolejny cios. Czuję, że nos mam złamany. Boję się myśleć, co jeszcze mi zrobił, ale ból wewnętrzny jest jeszcze gorszy. Zamykam oczy, kiedy przyjmuję następne uderzenie prosto w żebra. Upadam z krzesłem na ziemię i tracę przytomność. Jedna owieczka, druga owieczka, trzecia owieczka...

***

KATNISS'S POV:



- Mieliście wielkie szczęście! - powiedział entuzjastycznie Louis rozmachując rękami przed sobą.
- Mhm. - mruknęłam i zrobiłam kwaśną minę.
- Odezwał się ten "niewinny" - rzucił Harry na co przewróciłam oczami i szczelniej przykryłam się kołdrą, uprzednio ciągnąc ją spod tyłka Niall'a, który na niej siedział.
- Dziękuję bardzo. - mruknęłam, odwróciłam się do nich tyłem i zamknęłam oczy. Jęknęłam, kiedy poczułam mocny ból w dolnych partiach mojego ciała. Zgwałcona, porzucona, zraniona - tak się w tej chwili czułam.
- Harry, kotku! - odwróciłam się z powrotem, kiedy do sali wbiegła jakaś blondynka, którą gdzieś już widziałam. Rzuciła się na chłopaka w bandażach i gipsach, a potem zamknęła go w szczelnym uścisku. Wszyscy z zaciekawieniem spojrzeliśmy na tych dwoje.
- Yum... emm... - jęknął Harry poprawiając się na łóżku i delikatnie ją odpychając. - Co Ty tu robisz?
- Słyszałam o tym pobiciu. - powiedziała smutno - I o jakimś tam gwałcie. - dodała wrednym głosem i machnęła lekceważąco ręką. Rzuciłam jej piorunujące spojrzenie i dalej obserwowałam jej poczynania. Kto to do cholery jest?!!
- Myślę, że powinnaś już iść. - powiedział Harry i spanikowany spojrzał na dziewczynę.
- Dlaczego? - fuknęła i skrzyżowała ręce na piersi.
- Idź! - warknął Harry i palcem wskazującym pokazał jej drzwi wyjściowe z sali. '
- Jeszcze zapragniesz mnie i tych gorących nocy ostatnio ze mną przeżytych. - powiedziała, przesłała mu "buziaczka" w powietrzu i wyszła trzaskając drzwiami.
W tej chwili mam ochotę komuś przyłożyć, a w szczególności Harry'emu. On mnie nie kocha, prawda? Bo gdyby mnie kochał to nie robiłby skoków w bok. Nie miałby kochanki. Widocznie mu nie wystarczałam...
- To my już pójdziemy. - powiedział Louis, a Niall kiwnął potwierdzająco głową.
- Trzymaj się, Mała. - blondyn pocałował mnie w policzek, a następnie uścisnął rękę Harry'ego. Louis tylko rzucił głośne "cześć" i razem opuścili salę. Zostałam sama : ja , moje myśli i Harry ...
- Katniss, ja ... - mruknął, ale mu przerwałam.
- Nie mogę na Ciebie patrzeć. - rzuciłam z pogardą uwalniając jedną łzę, która spłynęła po moim policzku. Westchnęłam i odwróciłam się tyłem do chłopaka pozwalając, by łzy opuściły moje oczy - oczyściły moje złamane serce ...


czytasz = komentujesz!


_______________________________________________

Oto mamy nowy rozdział :) Dziękuję Wam za wszystko! Kocham Was najmocniej!
P.S. Macie pomysł na tytuł dla drugiej części "Nie Dotykaj" ? Jestem otwarta na propozycje :)

Do następnego! xoxo


1 maja 2014

Chapter 41

Posprzątałam wszystkie swoje rzeczy i byłam gotowa, aby opuścić szpital. Po wielu dniach przeleżenia tutaj miałam serdecznie dosyć. Harry był cały czas przy mnie, ale czułam do niego tylko wstręt i obrzydzenie. Byłam już umówiona ze Skylet i Liam'em, że wrócę do swojego starego pokoju u nich w domu i będę tam mieszkać dopóki nie znajdę sobie swojego kąta. Będzie ciężko, bo nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale myślę, że dam radę. Z rozmowy z moją przyjaciółką dowiedziałam się również, że siostra Harry'ego - Gemma odnalazła się i jest cała i zdrowa. Policjanci znaleźli ją na granicy, kiedy jej mąż próbował zatankować furgonetkę. Pierdolony chuj ...
Stałam tyłem, kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Odwróciłam się w momencie, gdy lekko się uchyliły, a zza nich wychylił się nikt inny jak Harry. Słyszałam, jak kłócił się wcześniej ze Skylet, że to on mnie do niej przywiezie. Chyba mu się pomyliło.
- Gotowa ? - powiedział ostrożnie głosem od którego biło niepewnością na kilometr. Nie odpowiedziałam mu, tylko sięgnęłam po swoją torbę z rzeczami i wyszłam przez wcześniej uchylone przez Harry'ego dla mnie drzwi. Zeszłam po schodach na dół i udałam się do recepcji, aby mnie wypisali. Udało się bez zbędnych komplikacji, kiedy tylko podałam swoje imię i nazwisko. Wyszłam ze szpitala słysząc za sobą ciężkie kroki Harry'ego.
- Nie tu zaparkowałem samochód. - powiedział delikatnie, a ja odwróciłam się i spojrzałam na niego chłodno. Westchnęłam i pokręciłam głową, kiedy w niezręczny dla niego sposób potarł ręką o kark. Poprawiłam ręką torbę zwisającą z mojego ramienia i ruszyłam chodnikiem w kierunku domu chłopaka mojej przyjaciółki. Kątem oka widziałam, jak Harry mamrocze jakieś przekleństwa pod nosem, ale w ostateczności ruszył za mną. Czułam zwarcie w jego ciele, nie chciał się do mnie zbliżać, jakby czytał to w moich myślach.
Było już ciemno. Kątem oka widziałam, że Harry ciągle idzie za mną, co bardzo doceniam. Szliśmy najgorszą ulicą w całym mieście. Wszystko zaniedbane, porzucone i nieczyste. Nagle przede mną zmaterializowała się grupka motocyklistów. Nie byli jakoś niewyobrażalnie starzy, ale budzili we mnie duży respekt.
- Hej, Mała. - krzyknął jeden z nich, na co drugi gwizdnął wesoło przysparzając tym samym śmiech innych osób tam zebranych.
- Zamknij morde. - warknął Harry. Po jego głosie mogłam wyczuć, że jest bardzo blisko mojego ciała. Przewróciłam oczami na ich niezbyt miłą konwersację i szłam dalej. Nagle poczułam mocny uścisk na swoich biodrach. Pisnęłam, kiedy jeden z nich podniósł mnie do góry i przewiesił sobie przez ramię. Czułam strach paraliżujący moje ciało. Kurwa jasna mać, ja pierdole.
- Nie dotykaj mnie! - warknęłam i spojrzałam w kierunku, gdzie Harry starał się wyrwać trzem innym mężczyznom. Ledwo mogłam odczytać jego wyraz twarzy. Wiedziałam tylko jedno, jego oczy są w tym momencie bardzo intensywnie czarne. Jak smoła ...
- Sukinsyny! - krzyknął Harry, a jego głos był niebezpiecznie zachrypnięty. Starał się wyrwać, ale miał zbyt mało siły, by ich od siebie odpędzić. Siłą zostaliśmy wprowadzeni do obskurnej kamienicy. Łzy spływały po moich policzkach, kiedy obserwowałam jak Harry zostaje przywiązany do krzesła, a usta zaklejają mu taśmą.
- D..d..dlaczego? - wymamrotałam nadal zwisając głową w dół z ramienia jakiegoś fagasa.
- Co, Królewno? - zapytał jeden z zarostem na twarzy, który w tym momencie zajmował się moim byłym chłopakiem.
- Dlaczego to robicie? - westchnęłam i powiedziałam z za dużą pewnością siebie.
- Z czystej przyjemności, Skarbie. - odpowiedział mocniej ściskając węzeł przywierający krzesło do nadgarstków Harry'ego, który głośno jęknął przez zaklejone usta.
- Odstaw ją. - rozkazał swojemu bodajże koledze, a po chwili stałam już na ziemi. Zarośnięty - tak go będę nazywać, podszedł do mnie i dłonią pogłaskał fakturę mojej twarzy. Kiedy to zrobił Harry zaczął wiercić się na krzesełku. Sięgnął po taśmę, pociągnął kawałek i zębami przeciął go na pół. Złapał za dwa rogi i idealnie przykleił na moje usta.

***

Mój kolejny horror się zaczął.

Zostałam przywiązana do łóżka w tym samym pokoju, co Harry do krzesła. Dzieliły nas zaledwie trzy metry, ale z łatwością mogłam dostrzec mięśnie mojego byłego chłopaka, które ciągle pracują i są napięte. Łzy cały czas spływały po moich policzkach, jednak nie zwracałam już na nie najmniejszej uwagi. Nagle do pomieszczenia wkroczyło dwóch mężczyzn : jeden zarośnięty* oraz ten co wcześniej trzymał Harry'ego i sprawiał wrażenie najsilniejszego.
- Zagramy w grę. - powiedział niskim głosem zarośnięty i uśmiechnął się podle w moją stronę. Jednym ruchem ręki zdarł ze mną ubrania tak, że pozostałam w samej bieliźnie. Ciągle się wierciłam i starałam się krzyczeć - na marne ... Harry jak bomba zaczął wiercić się na krześle, szarpać i wyrywać. Wyglądał jakby wpadł w furię - niebezpieczną i nieograniczoną, która potrafi zabić każdego kto się mu przeciwstawi. Chwilę później leżałam już naga na łóżku, spocona ze strachu i w niewyjaśnionym stanie, którego nawet nie da się opisać.

GWAŁT DZIEWCZYNY
POBICIE CHŁOPAKA
WYWLECZENIE ICH DO POBLISKIEGO ROWU
MYŚL, ŻE UMIERAJĄ
NICOŚĆ



czytasz = komentujesz!

___________________________________________

Osobiście przeżywałam okres załamania fizycznego i nie byłam zdolna do prawidłowego funkcjonowania. Zapowiadam, iż nie będę od teraz odpowiadać na pytania typu " kiedy next?" , bo szczerze i otwarcie Wam mówię : nie wiem.

Jeżeli uda mi się napisać to mi się uda, ale nie będę umiała przewidzieć kiedy. Ogólnie to myślę, że jeszcze około 10 rozdziałów i będziemy zbliżać się do końca przygód Harry'ego i Katniss. Jeżeli będzie z Waszej strony zainteresowanie drugą - lepszą częścią to zostawcie po sobie komentarz, który udowodni mi czy faktycznie tego chcecie.

SKOŃCZ RIENTATIO JUŻ PIEPRZYĆ FARMAZONY!

No okok już kończę. Kocham Was! I liczę na to, że pobijemy pod tym rozdziałem rekord komentarzy, a mianowicie coś około : 20 :)

Do następnego! xoxo.